"TCHNIENIE ŚMIERCI".

Opowiadania o historiach dziejących się w świecie Laca.

Moderatorzy: Thail, łowcy trolli

"TCHNIENIE ŚMIERCI".

Wiadomośćprzez Tzeentch » Wt cze 10, 2003 12:22 pm

Mgła powoli opadała na uśpione miasto, pochłaniając je, niczym jakaś gigantyczna ameba. Od wielu godzin zalegał jednolity mrok, zmącony czasem jakimś cieniem przemykającym między budynkami, zmierzającym w sobie tylko znanym celu. Pewnie nieistotnym. Miasto szybko zapominało. Para, unosząca się z cuchnących rynsztoków, nadawała ulicom uroku trędowatego.
Kobieta zmierzała szybkim krokiem w stronę domu swoich chlebodawców. Jej lampa oliwna rozpraszała ciemność, odbierając nocy część jej królestwa. "Co takiego, na bogów, uczyniłam, że muszę po takiej ciemnicy iść do pracy?" - myślała. Bluźniła na swój los, to miasto, szlachcica, którego przypadłość zmuszała ją do tych nocnych wycieczek. "Znowu zmienianie pieluchy, znowu wynoszenie wychodka i słuchanie majaków nocnych". Paradoskalnie, narzekanie dawało jej siłę - wściekłość, którą wywoływało, zapewniało energię niezbędną do przetrwania kolejnej nocy.
Jakiś wietrzyk zgasił nagle płomyk jej lampki. Kobieta stanęła. Chwilkę nasłuchiwała, czy aby wszystko jest w porządku. Cisza. Opiekunka zaczęła grzebać w kieszeni swojego płaszcza w poszukiwaniu krzesiwa. Trzask - pojawiła się iskierka. Znowu trzask - kolejna iskra. Udało się - mały płomyczek rozświetlił mrok, niepewnie kołysząc się na knocie. "Nareszcie. Nocne wycieczki w tej dzielnicy są wystarczająco niebezpieczne nawet ze światłem".
Jakaś para oczu przyglądała się zmaganiom kobiety. Można było wyczytać w nich mieszankę pożądania i głodu z lekką nutką goryczy.
Teraz.
Niczym całun rzucony na zwłoki, cień postaci okrył kobietę. Nie zdążyła nawet krzyknąć - groza, wzbudzona w ciągu ułamka sekundy ugrzęzła w gardle, nie wydostawszy się na świat. Błyskawiczne ukąszenie i strach zniknął, ustępując miejsca błogości. Spokojowi towarzyszącemu zanurzeniu się w niebyt. Odgłosy ssania cichutko zaczęły sączyć się w noc. Problemy kobiety stały się nieistotne, wraz z uchodzącym życiem. Miasto odwróciło twarz... Nie chciało pamiętać... Oczy napastnika błysnęły czerwienią. Kolorem, który miał go prześladować do końca... Płomyk zgasł...

- Spóźniłeś się - rzekł głos, który przypominał dźwięk wydawany przez kamyk wrzucony do studni - Rozumiem, że masz coś na swoje usprawiedliwienie?
Wampir odrzucił czarny kaptur, ukazując swoją twarz. Ostre rysy zdradzały elfickie pochodzenie.
- Wybacz mistrzu. Długo czekałem na okazję, aby się pożywić.
- Doprawdy? - Z drugiego końca starej świątyni wynurzyła się postać odziana w bogato zdobiony, ciemnoczerwony płaszcz. Długie, czarne włosy opadały bezwładnie na barki. Twarz ukryta była za maską przedstawiającą beznamiętne oblicze. W tym samym momencie z bocznych wejść wyłoniły się inne postaci, wszystkie ubrane na czarno, z kapturami na głowach.
- Rozumiem, iż upewniłeś się, że nikt cię nie śledził?
- Tak. Na szczęście straż miejska Midgaardu jest tak samo skuteczna, jak maść na wrzody ciotki Gieni...
- Wystarczy.
- Czy dziewczyna jest już gotowa? - spytał wampir.
- Tak - odrzekł mężczyzna, kryjący twarz za maską - Wprowadzić.
Dwie osoby szybko oddaliły się, aby wkrótce pojawić się w towarzystwie młodej kobiety. Wyglądała na nieco oszołomioną.
- Podejdź tu, moje dziecko - rzekł mistrz.
Dziewczyna, wspomagana przez dwoje pomocników, chwiejnie podeszła do zamaskowanego.
- Dziś poznasz smak nektaru życia. - rzekł. Odwrócił się do stołu stojącego za nim i podniósł złoty kielich.
- Oto czara, która skrywa twoje nowe życie - jeden z pomocników podał mu długi, ozdobny sztylet.
- Wyciągnij rękę, Slaanesh. Tylko twojej vitae brakuje...
Slaanesh posłusznie uczynił to, co mu kazano. Mistrz ceremoni przeciągnął sztyletem po jego nadgarstku. Początkowo leniwie, potem coraz szybciej krew zaczęła kapać do kielicha, mieszając się z zawartością naczynia. Przez twarz wampira przebiegł grymas bólu. Po chwili cofnął rękę i oblizał ranę. Ta momentalnie zabliźniła się...
Mistrz podał kielich jednemu z pomocników. Ściągnął maskę. Uśmiechnął się. Zaatakował dziewczynę z prędkością atakującej kobry, wbijając swoje długie kły w jej szyję... Wiele głodnych par oczu śledziło tę scenę... Tęskniąc... Kobieta westchnęła. Osunęła się na podłogę. Mistrz wziął kielich spowrotem, pochylił się i delikatnie ujął głowę dziewczyny, nieznacznie ją unosząc.
- Pij, dziecko. Oto otrzymujesz Mroczny Dar - łyk posoki wdarł się w jej przełyk...

Ból. Ciemność, Czerwień. Bicie serca, jakieś cienie. Bicie serca, szybsze, coraz szybsze... Wolniejsze...
W o l n i e j s z e. . . Bicie... ser... ser-ca... Pali! Jak ogień w gardle... Uderzenie serca... Czerwień przed oczami... Uderzenie serca... Ból... Szalone myśli... Uderzenie serca... Moje myśli? Nie, nie moje. Moje. Uderzenie serca... Nie, ich. Nasze? Uderzenie serca. Głosy. Wszędzie. Wewnątrz, w głowie. Chodź do nas... Uderzenie serca.
Otchłań. Białe światło, zbliża się. Mam iść w stronę światła... Idę, nic już nie jest ważne. Uderzenie serca... Światło jest coraz bliżej, świetlisty tunel... Prawie mnie pochłania, zanurzam się w bieli. Nie!!! Uderzenie serca... Światło się oddala, coraz szybciej. Słyszę łkanie mojej matki, która umarła rok temu. Płacze nad moją duszą. Światło zniknęło. W mojej głowie jedna myśl - jestem przeklęta na wieki. Serce więcej nie uderzyło.

Slaanesh patrzył z fascynacją na przemianę dziewczyny. Najpierw jej włosy nabrały głębszego odcienia, a skóra zbladła. Zdawała się być cienka jak pergamin. Dziewczyna miała wciąż zamknięte oczy, z ust wydobywał się niemy krzyk. Nagle kobieta wyszczerzyła zęby - kły powoli, acz nieubłaganie rosły do długości cala. Gdy bicie serca ustało, dziewczyna przestała się szarpać. Leżała jak trup. Wtem głos mistrza, niczym brzytwa podana tonącemu, rozbudził ją z niby śmierci:
- Wstań teraz Sirith! Spójrz na świat oczyma wampira.

Slaanesh spojrzał na mężczyznę i przesłał mu myśl:
- Mistrzu Gerino...
Ten odwzajemnił wzrok i odpowiedział, również myślą:
- Wiem Slaanesh. Tacy właśnie jesteśmy. Piękni... Drapieżni... Bez żalu.
Ostatnio edytowano Wt paź 14, 2003 7:13 pm przez Tzeentch, łącznie edytowano 3 razy
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Thail » Wt cze 10, 2003 12:48 pm

No Tzeentch zaimponowałeś mi :o
Wspaniale podkreślony klimat, ale krótko.
Jednak jest ekstra i mógłbyś pisać ich więcej. :D
PS.1.
Z tym mistrzem gerino to mnie rozwaliło porządnie.
PS.2.
Zauważyliście, ze są w modzie kaptury i długie płaszcze ? :lol:
Może założymy coś na wzór dresów, np: "Lacowcy" :D
"Nigdy nie kłóć się z debilem, najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem".
"Naród Polski jest wspaniały, tylko ludzie kurwy" -J. Piłsudski
Emblemat użytkownika
Thail
 
Wiadomości: 1854
Dołączył(a): Cz lut 20, 2003 1:57 am
Lokalizacja: Z Wyspy Lodoss (SKO)

Nie rozumiem...

Wiadomośćprzez Tzeentch » Wt cze 10, 2003 1:18 pm

Dziękuję...

Jednego nie rozumiem... Klimat jest podkreślany zbyt krótko? Czy opowiadanie jest zbyt krótkie?
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Thail » Wt cze 10, 2003 1:28 pm

Właśnie, a ja lubię długie opowiadania szczególnie jeśli są tak dobre :D
"Nigdy nie kłóć się z debilem, najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem".
"Naród Polski jest wspaniały, tylko ludzie kurwy" -J. Piłsudski
Emblemat użytkownika
Thail
 
Wiadomości: 1854
Dołączył(a): Cz lut 20, 2003 1:57 am
Lokalizacja: Z Wyspy Lodoss (SKO)

Wiadomośćprzez Sirith » Wt cze 10, 2003 2:04 pm

Jedno, jedyne zastrzeżenie z mojej strony - mam elfickie pochodzenie, nie ludzkie, a słowo "kobieta" od razu narzuca czytelnikowi myśl o ludzkim pochodzeniu. Poza tym trochę krótkie, ale poza tym wszystko w porządku.
"Welcome to dying!"
"Ashes to ashes, dust to dust..."
Emblemat użytkownika
Sirith
 
Wiadomości: 158
Dołączył(a): So kwi 26, 2003 9:47 am
Lokalizacja: Gildia Złodziei w Leanderze

Wiadomośćprzez Semeion » Wt cze 10, 2003 2:18 pm

Fajowe :D. A przy okazji porusza kwestię, nad którą się od dłuższego czasu zastanawiam. Nie bezpośrednio, ale zawszeć. Jak wygląda wampir krasnoludzkiego pochodzenia? Jest niski i krępy, jak był, czy też rośnie, wysmukla się, wyrasta mu czarna peleryna...? Poratujcie.
Za stodołą gdzieś na płocie
Kogut gromko pieje
Zaraz przyjdę, miła, do cię
Tylko się odleję
Emblemat użytkownika
Semeion
 
Wiadomości: 49
Dołączył(a): So maja 31, 2003 1:06 pm
Lokalizacja: Wawa

Wiadomośćprzez Thail » Wt cze 10, 2003 2:53 pm

Hmm ciekawe spostrzeżenia, ale już nie jedno na Lacu widziałem i mogę Ci to wytłumaczyć :D
Semeion pisał :
. Jak wygląda wampir krasnoludzkiego pochodzenia?


Yarpen od A. Sapkowskiego ująłby to w nastepujacy sposób :
O KURWA !


Semeion pisał :
Jest niski i krępy, jak był, czy też rośnie, wysmukla się, wyrasta mu czarna peleryna...?


A to moje własne zdanie :

Po ukąszeniu przez wampira krasnolud nie zmienia swojej postaci, a przynajmniej nie widać tego po nim tak bardzo jak u innych ras.
Owszem jego kolor skóry ulega zamianie ( staje się blada ), a hodowana od wieków broda zmienia kolor na mleczno biały, co u starszych krasnoludów jest całkowicie normalne.
Peleryna raczej im nie wyrasta, ale dostają ją od członków swojej rodziny na urodziny 8)
Tak oporządzony wampir wyrusza w świat szerzyć terror i strach.
Krasnoludzkie wampiry są wręcz przekonane, że nie ma przystojniejszych i piękniejszych istot od nich ( Pozostaje im to po żądzy skarbów ), a tak naprawdę wyglądają zabawnie ( Takie cosik kurdupelowate zapierdziela po dachach i wyje do księżyca jak wilkołak ) :D

PS. Pragnę zauważyć, że robię sobie jaja i nie należy się złościć ( Szczególnie tyczy się to krasnoludów ) :D :D
"Nigdy nie kłóć się z debilem, najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem".
"Naród Polski jest wspaniały, tylko ludzie kurwy" -J. Piłsudski
Emblemat użytkownika
Thail
 
Wiadomości: 1854
Dołączył(a): Cz lut 20, 2003 1:57 am
Lokalizacja: Z Wyspy Lodoss (SKO)

Wiadomośćprzez Gerino » Wt cze 10, 2003 3:53 pm

O rany... takiego ciężkiego klimatu dawno nie widziałem. Czytam to, czytam a gdy zobaczyłem, że przemienioną jest Sirith, już chciałem napisać, że przecież to ja ją zwampirzyłeś, a nie jakiś mistrz. Ale po kolejnych linijkach, bogowie mi świadkiem, padłem na ziemię. No, to już mała przesada, może nie jestem byle dupkiem, ale wstawianie mnie w taką rolę to...
Tak czy siak dziękuję i gratuluję kunsztu.

Semeion, Thail; wampir postkrasnoludzki będzie nieco wyższy, ale włosy za cholerę mu sie nie zrobią białe! Widziałeś siwego wampira? Bo ja nie. Nawet blondyn po transformacji w wampira będzie czarnowłosy.

To tyle, a ja piszę dalej. I Pytanie do Ciebie Tzeenetch: masz już pomysł na dalsze rozwinięcie? Bo na razie nie widzę jakiegoś motywu.
“Though I walk through the valley of the shadow of death, I will fear no evil,” yeah, because I’m the wickedest sonofabitch you’re gonna find down here.
Emblemat użytkownika
Gerino
 
Wiadomości: 2179
Dołączył(a): Wt wrz 24, 2002 6:23 pm

Wiadomośćprzez Thail » Wt cze 10, 2003 9:28 pm

Gerino pisał :
Semeion, Thail; wampir postkrasnoludzki będzie nieco wyższy, ale włosy za cholerę mu sie nie zrobią białe! Widziałeś siwego wampira? Bo ja nie.

Właśnie semeion, a czy widziałeś kiedykolwiek wampira w Realnym świecie, bo ja nie.
A krasnoludy przechodzą odmiennie przemianę niż człowiek, czy elf.
białe włosy świadczą o wieku wampira i jego statusie, a taki krasnolud co ma 500 wiosen za sobą raczej nie bedzie maił czarnych włosów :)
"Nigdy nie kłóć się z debilem, najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem".
"Naród Polski jest wspaniały, tylko ludzie kurwy" -J. Piłsudski
Emblemat użytkownika
Thail
 
Wiadomości: 1854
Dołączył(a): Cz lut 20, 2003 1:57 am
Lokalizacja: Z Wyspy Lodoss (SKO)

Wiadomośćprzez Semeion » Śr cze 11, 2003 1:47 pm

Widziałem siwego wampira. W "Draculi" w pierwszych scenach, jako żywo, Dracula był siwy. Nie wykluczam jednak, że to był jakiś wyjątek bądź też ekscentryk. W <I>Wywiadzie z wampirem</I> Dało się dostrzec wampiry o wszelkiej maści uwłosienia. Podobnie w <I>Bladzie wiecznym łowcy</I>. Pozdrawiam.
Za stodołą gdzieś na płocie
Kogut gromko pieje
Zaraz przyjdę, miła, do cię
Tylko się odleję
Emblemat użytkownika
Semeion
 
Wiadomości: 49
Dołączył(a): So maja 31, 2003 1:06 pm
Lokalizacja: Wawa

Wiadomośćprzez Gerino » Śr cze 11, 2003 3:52 pm

Narzekasz. No dobra, nie byłem zbyt skupiony jak to pisałem, ale stereotyp wampira, to włosy do ramion, kruczoczarne, czerwone oczy i blado trupia cera. Tyle... A zamiast się rozwodzić nad wampirami byście skomentowali moje opowiadanie....
“Though I walk through the valley of the shadow of death, I will fear no evil,” yeah, because I’m the wickedest sonofabitch you’re gonna find down here.
Emblemat użytkownika
Gerino
 
Wiadomości: 2179
Dołączył(a): Wt wrz 24, 2002 6:23 pm

Człowieczeństwo.

Wiadomośćprzez Tzeentch » So cze 21, 2003 1:50 am

I ongiś słońce schowało się za horyzontem... Nastał czas wampirów.

Slaanesh odrzucił wieko swojej trumny i ognistym spojrzeniem omiótł wnętrze swojej krypty... Stare, granitowe gargulce, stojące w rogach pomieszczenia odwzajemniły jego spojrzenie... Wampir miał wrażenie, że śmieją mu się w twarz. "Mają tyle samo w sobie człowieczeństwa, co ja", pomyślał...

Gospoda była zatęchła i ciemna. Wszechobecny cień, tańcząc grobowego walczyka w rytmie narzuconym mu przez pochodnie, wgryzał się w najdalsze kąty. Wampir lubił to miejsce - bywalcy stanowili łatwy kąsek. Usiadł w najmroczniejszym miejscu, chłonąc zapachy spoconych ciał przebywających tu osób, chłonąc sercem ciemność. Potrzebował jej - dawała ukojenie jego sumieniu, szarganemu przez codzienne bestialstwo... Dawała rozgrzeszenie...

Slaanesh utkwił wzrok w plecach ponętnej blondynki, siedzącej z przyjaciółkami przy jednym ze stołów.
"Co one tu robią?" - myślał. Nie mógł się powstrzymać... Musiał to zrobić... Przesłał myśl... Blondynka, czując nagły impuls, odwróciła głowę i spojrzała bladoskóremu w oczy...

W ciągu sekundy wampir wyciągnął z jej oczu duszę, rozłożył na stole swojej świadomości jak książkę i zaczął czytać...

Żal... Smutek... Utracony kochanek... Niespełniona miłość... Muzyka i przyjaciółki miały ukoić... Rozładować napięcie. Zabić tęsknotę.

Serce Slaanesha, pierwszy raz od trzystu lat zabiło. Ten jeden raz.

Muzyka zmieniła się gwałtownie. Gdyby nie to, wampir utopiłby się w oczach kobiety, niczym w bezdennym jeziorze. Oszołomiony oderwał wzrok.

Przez kilka godzin obserwował ją. Patrzył jak je, jak stara się uśmiechać. Jak przyjaciółki starają się ją pocieszyć. Patrzył, jak cierpi. Nagle dziewczyna została sama - jej znajome odeszły rozmawiać z jakimiś mężczyznami. "Jedyna szansa" - pomyślał Slaanesh. Wolno podniósł się ze swojej mrocznej matni i ruszył w kierunku kobiety. Idąc szeptał zaklęcie - w jego dłoniach pojawiła się róża. Stanął za jej plecami i delikatnie dotknął jej ramienia.

Szli pod rękę poprzez ciemne ścieżki Midgaardzkiego parku. Opowiadała mu o wszystkim - Slaanesh słuchał z niekłamaną przyjemnością, choć znał tę historię nie gorzej od niej. Nagle, w połowie opowieści dziewczyna przystanęła, złapała wampira oburącz za szyję i przytuliła twarz do jego ramienia.
- Jak to możliwe, że Cię nie znałam? - szepnęła...
Wtedy to poczuł... krążenie... uderzenie serca... smak!

Wystarczy jedno ugryzienie... I słodka jak nektar krew zacznie wlewać w serce wampira wszystkie uczucia dziewczyny... Tylko jedno ugryzienie... I jej miłość stanie się jego miłością. Nie czuł jej od setek lat... Wystarczy jedno ugryzienie...

Jego usta powoli zbliżały się do jej karku. Nieznośne ciśnienie wysuwało kły na pełną długość. Coraz wyraźniej czuł zapach jej skóry, zapach jej krwii. Pulsowanie jej serca coraz bardziej drażniło wampirzą część Slaanesha, ponaglając go... Oczy zaczęły mienić się czerwienią... Żądza narastała... Narastała... Coraz gwałtowniej, GWAŁTOWNIEJ!!!! GWAAAAAAAAAAAŁTOOOOOOOOWNIIEEEEEEEEEEJ!!!!!!!!!!!

NIE!

Resztki człowieczeństwa raz jeszcze powstały i resztkami sił zmusiły wampira do zaniechania kobiety. "Nie zasłużyła na to, nie zasłużyła... Jej serce jest czyste... Nie ma tego zbyt wiele na tym świecie, brachu..." - przeleciało Slaaneshowi przez myśl...

Dziewczyna nagle poczuła, że trzyma w ramionach pustkę. Otworzyła oczy... Przez chwilę miała wrażenie, że obejmuje mgłę, lecz ta szybko wtopiła się w mrok nocy. Mieszanina strachu i zdziwienia wypełniła jej serce. Zawołała go po imieniu. Brak odzewu. Zawołała znowu - nadal cisza. Szybkim krokiem skierowała się w stronę domu.

Slaanesh kładł się głodny do swojej trumny. Przed zatrzaśnięciem wieka spojrzał na gargulce. Już się z niego nie śmiały.
Ostatnio edytowano Wt paź 14, 2003 7:14 pm przez Tzeentch, łącznie edytowano 4 razy
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Tzeentch » So cze 21, 2003 2:21 am

Macie kolejną próbkę mojej psychodelicznej twórczości...

Teraz napiszę kilka wyjaśnień. Po pierwsze, dlaczego moje opowiadania są tak krótkie. Otóż, wynika to z tego, że ja tworzę obrazy - miniatury. Zależy mi na malowaniu słowem uczuć na płótnie serca czytelnika, nie na opowiedzeniu bajeczki. To po pierwsze...

Po drugie:

Czemu tak rzadko? Otóż mam wenę tylko wtedy, jak mnie coś porządnie wkurwi albo poruszy... Na szczęście nie spotyka mnie to aż tak często. A niestety, muszą to być ujemne wrażenia - jakoś nie wyobrażam sobie opisywania bestii w stanie błogiej erekcji intelektualnej. No chyba, że moje kolejne opowiadanie będzie o elfach...

Jak zwykle, będę wdzięczny za komentarze.

Pozdrawiam.
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Sirith » So cze 21, 2003 9:23 am

Slaanesh, za jedno muszę cię opieprzyć - czemu to takie krótkie??? Tworzysz dobry klimat, ale opowiadanie wydaje się być niedokończone i opowiadania na tym cierpią. W tym drugim, to powiedz chociaż, co to za kobieta? Za dużo niedomówień, Tzeentch, przynajmniej moim zdaniem.
"Welcome to dying!"
"Ashes to ashes, dust to dust..."
Emblemat użytkownika
Sirith
 
Wiadomości: 158
Dołączył(a): So kwi 26, 2003 9:47 am
Lokalizacja: Gildia Złodziei w Leanderze

Wiadomośćprzez Gerino » So cze 21, 2003 12:01 pm

Racja; to nie są/jest opowiadania. Przypomina mi to raczje jakieś wersety świętych ksiąg; taki styl, mroczny, głęboki i poruszający. Podoba mi się. Przynajmniej coś głebszego niż nasze opowiadania dla mas pracujących :D
“Though I walk through the valley of the shadow of death, I will fear no evil,” yeah, because I’m the wickedest sonofabitch you’re gonna find down here.
Emblemat użytkownika
Gerino
 
Wiadomości: 2179
Dołączył(a): Wt wrz 24, 2002 6:23 pm

Wiadomośćprzez Tzeentch » So cze 21, 2003 12:11 pm

Sirith: gdybym wszystko wytłumaczył, wyjaśnił - gdzie byłoby miejsce dla wyobraźni?
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Sirith » So cze 21, 2003 2:33 pm

Wszystko? kto powiedział - wszystko?
"Welcome to dying!"
"Ashes to ashes, dust to dust..."
Emblemat użytkownika
Sirith
 
Wiadomości: 158
Dołączył(a): So kwi 26, 2003 9:47 am
Lokalizacja: Gildia Złodziei w Leanderze

Wiadomośćprzez Mole » Śr cze 25, 2003 11:47 am

Tzeentch jestem pelen podziwu dla twojej tworczosci.
Naprawde swietne "obrazy" jak sam je nazwales.
Oby wiecej ich bylo.
Elen sila lumenn omentielvo!!!
Emblemat użytkownika
Mole
 
Wiadomości: 153
Dołączył(a): Cz kwi 11, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Żyrardów

Zakon

Wiadomośćprzez Tzeentch » Cz cze 26, 2003 5:25 pm

Dzwon na wieży ratusza Midgaardu oznamił mieszkańcom, iż właśnie wybiła godzina dziewiętnasta. Słońce powoli chowało się za horynontem, oddając nocy należną jej część doby. Miasto powoli szykowało się do snu...

Jedynie w świątyni Midgaardu panował wzmożony ruch. Krążyło tu wiele postaci, wszyscy uzbrojeni po zęby, wszyscy z obłędnym, religijnym błyskiem w oku. Wtem wszyscy zgromadzeni skierowali wzrok w stronę piedestału. Nastała pełna napięcia cisza - Gloin, Ojciec Zakonu NWO, wszedł na podwyższenie i dumnym spojrzeniem omiótł salę...

- Bracia! - krzyknął, a jego głos zagrał w sercach zakonników, niczym ryk tygrysa, jak uderzenie młota kowalskiego - Dziś nastała ta noc! Dziś powstaną dzieci NWO, dziś zmiotą plugastwo z naszej ziemii. Dziś w nocy żaden krwiopijca nie będzie mógł czuć się bezpieczny!
Dziesiątki głosów ryknęło w akcie bezwarunkowej zgody.
- Idźcie zatem! Palcie ich schronienia, przebijajcie czarne serca, odcinajcie plugawe głowy! OTO NASTAŁA TA NOC!!
Jak huragan zakonnicy ruszyli do wyjścia, każdy z pianą na ustach, każdy napojony wściekłością... Ojciec Zakonu odwrócił się tyłem do tłumu i spojrzał na swoich najbardziej zaufanych wojowników. Podszedł do nich i, każdego z osobna błogosławiąc, rzekł:
- Gordzie! Ty Vorgo i ty Jawfulu. Malvenie... Beliusie, synu... Podajcie mi mój miecz i chodźmy na spotkanie z przeznaczeniem...

Soll przemykał cicho między budynkami, a mrok był mu sprzymierzeńcem. Po krótkiej wędrówce przystanął przy ścianie ciemnej kamienicy. Spojrzał w okno - paliło się światło, framugi były lekko uchylone. "Czeka na mnie... Jak każdej nocy" - przeleciało mu przez myśl. Czerwone pragnienie zaczęło powoli pulsować w jego ciele, narastając i narastając... Jego oczy zaczęły zachodzić czerwienią, a zęby wysunęły się na pełną długość. "Za chwilę dotknę wargami jej delikatnej szyi... Za chwilę będę ssać!" - ta myśl coraz bardziej pochłaniała jego umysł. Niczym jakiś gigantyczny pająk zaczął wspinać się po ścianie, przywierając do niej w jakiś niewytłumaczalny sposób. Jego ciemna peleryna zwisała swobodnie, czasem tylko powiewając na wietrze. Wreszcie dotarł do okna. Prawą ręką rozchylił szerzej okiennice i wsunął się do komnaty. Spojrzał w stronę łoża. Pod kołdrą, cała zakryta, leżała jakaś postać. "Kunegunda musi być już bardzo słaba... Chyba to dziś zakończę" - prawie powiedział na głos. Bezszelestnie podpłynął bliżej. Pochylił się i gwałtownie zerwał kołdrę z postaci...
W jednej sekundzie zrozumiał swój błąd. Leżący pod kołdrą mężczyzna z szybkością atakującej kobry wraził długi, ostry kołek w jego dawno już niebijące serce. W tym samym momencie drzwi do komnaty rozwarły się z hukiem i do środka wpadło kilku innych mężczyzn z pochodniami w jednej, a mieczami w drugiej ręce. Wszyscy mieli na szyjach medaliony zakonu NWO. Soll uderzył leżącego zakonnika z siłą tak znaczną, iż wgniótł mu pół twarzy. Chciał odwrócić się w stronę nowoprzybyłych, lecz ciało odmówiło mu posłuszeństwa. Napastnicy dopadli go i zaczęli bezlitośnie okładać mieczami, pałkami, a gdy osunął się na ziemię - ciężkimi butami. Powoli tracił przytomność. Gasnące zmysły zdążyły jeszcze zarejestrować wysokiego mężczyznę wchodzącego do pokoju. Ów mężczyzna podszedł do bezwładnego wampira i zademonstrował mu w przesadny sposób długie, cienkie ostrze. Odrzucił kaptur. "Malven" - była to ostatnia myśl Solla. Gdzieś z głębi domu dało się słyszeć wrzask kobiety wywlekanej bezlitośnie z budynku.

Miasto płonęło. Ludzie, niczym oparzeni, wylegli na ulice, spodziewając się apokalipsy. Potępieńcze wrzaski odbijały się echem od budynków, a potem rozchodziły się dalej, poza mury, niosąc skargę ginących żywotów. Żywotów, które trwały setki lat. Tu i ówdzie płonęły małe stosiki, zwęglając blade ciała, ścierając na proch wiekowe kości...

Ojciec Zakonu stał na wieży i patrzył na miasto. Śmiał się.

Działo się coś niedobrego. Nić telepatyczna była wprost zalana bólem, krzykiem, strachem. Slaanesh czuł, jak giną kolejne komórki Rodziny, wraz z każdym zgładzonym wampirem. Szał! Każdy wampirzy umysł miał teraz jeden cel - ukryć się, zaszyć. Im głebiej tym lepiej... "Aaaaaaaaaa! PARZY!!!" - kolejna myśl, kolejna Ostateczna Śmierć... "Tharr, Nixin!" - wysłał w eter rozgorączkowany Slaanesh. Brak odpowiedzi... "Nareszcie odkupienie" - przyszła w zamian myśl... Kolejna komórka obumarła... "Nixin! Nixin!" - wołał wampir bezgłośnie... "Sirith? Ktokolwiek!" - nie rezygnował. Szum był nie do zniesienia... "Sssssszzzzz... Ga? ...rwa... Idą... Poch gddsgggxxxx ami ich!! Aaaaargggg!! Uważaj, z tyłgddxzzz..." Krzyki, gorączkowe myśli... Jak umysł szalonego bożka. Całe to szaleństwo w końcu stopiło się w jedną, wszechogarniającą myśl, która spadła na krwiopijców jak grom. A imię Jej brzmiało: Groza.

- Czy jesteś winna Kunegundo zarzutów, które zostały Ci postawione? - krzyknął Gloin zza sędziowskiej ławy, wskazując na kobietę, stojącą pośrodku obszernej komnaty. Na jego palcu lśnił wielki, czerwony rubin - Czy przyznajesz się, że spółkowałaś z diabłem, że byłaś jego oblubienicą?
- Co? Jaki diabeł? Gdzie? - szepnęła kobieta, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje.
- STARCZY!!! - zagrzmiał Gloin - Twe usta są skalane, a twój język kłamliwy! Niech się wypowie twój obrońca, nieszczęsna niewiasto. Mecenasie Jawful! Co masz waść do powiedzienia?
- Najświętszy Inkwizytorze, wnoszę o łaskawy wyrok. Ta niewiasta nie była świadoma swoich kontaktów z diabelskimi mocami. Wszak wiemy wszyscy, że wampiry to kłamcy i omamiciele! A kobiety, jako stworzenia ze swej natury złe, są szczególnie podatne na ich wpływy. Powtarzam! Proszę o łaskę... Wnoszę o oczyszczenie... Niech ogień wypali jej grzechy.
- Zaiste, twa welkoduszność promieniuje na nas wszystkich, mecenasie... - pochwalił Gloin - Jednak musimy mieć pewność, że czarownica zasługuje na taką łaskę... Niech oskarżenie rozpocznie przesłuchanie - Główny Sędzia spojrzał na skarżącego. Ten skinął na zakapturzonego mężczyznę, trzymającego rozgrzany do czerwoności pręt...
Dwóch zakonników zerwało z Kunegundy jej odzienie, pozostawiając ją nagą przed Czcigodnym Sądem Inkwizycyjnym. Czuła się taka samotna. Nie widziała nikogo z obecnych... Wszystko zlewało się w jedną, czarną plamę. A potem poczuła ból.

Pojedyńczo i chyłkiem wchodzili do opuszczonego magazynu. Slaanesh patrzył, jak zajmują miejsce przy długim stole. On, jako nastarszy wampir, który już nie uczestniczył aktywnie w działaniach Rodziny, siedział na jednym końcu stołu. Naprzeciwko niego siedział Tharr, również starszy. Po lewej stronie miał Slaanesh Gerina, ojca rodziny Eta Carinae, po lewej Demonico, matkę Mortis Pandemonium. Dalsze miejsca zajmowali inni możni Rodziny - Sirith, Khrell, Jac, Nixin. Pozostali możni - Morfoth, Valdrab, Reif, Malis, Giz - nie przeżyli pogromu. Stary wampir poszukiwał wzrokiem Angilipa. Nie znalazł go, czuł jednak, że żyje.
Slaanesh wstał i podszedł do okna. Jego twarz została oświetlona przez światło wpadające przez okno. Patrzył na stos, płonący na Placu Świątynnym.
"To niejaka Kunegunda. Po torturach przyznała się do obcowania z diabłem" - przesłał mu myślą Tharr.

Slaanesh miał nadzieję, że tej kryjówki fanatycy z NWO nie znali... Gdyby jednak było inaczej - zombie pozostawione przy wejściu przez Khrella ostrzegłyby wampirzą starszyznę przed niebezpieczeństwem i ułatwiły wszystkim ucieczkę.

Obrady ciągnęły się przez długie godziny. Dziwne, choć nikt z obecnych nie pożywił się tej nocy, wszyscy nie zwracali na to uwagi. Jedni proponowali krwawy odwet, inni chcieli przeczekać. Odezwały się też głosy sugerujące ucieczkę z miasta. Wtem dyskusję przerwał Khrell:
- Cisza! Ktoś się zbliża. Moje zombie jednak nie wyczuwają zagrożenia... - wszyscy wpatrywali się w niego z napięciem.
- To Angilip! - rzekł nagle Slaanesh. Wampiry odetchnęły z ulgą.

Po chwili do komnaty wszedł mężczyzna w habicie. Na plecach dźwigał duży wór... Bez żadnego słowa rzucił swoje brzemię na stół. Odrzucił szary kaptur - wszyscy, tak jak się spodziewali, ujrzeli oblicze Angilipa.
- Co jest w tym worze? - spytał Jac. Nixin nie zamierzał pytać. Chwycił sztylet i szybko rozdarł wór...

Wszyscy, oprócz Tharra, Slaanesha i Demonico, wstali z miejsc. Gerino począł warczeć jak zwierzę, Sirith omal nie przeszła metamorfozy w wilka. Nixin i Jac patrzyli na siebie, nie bardzo wiedząc co zrobić. Khrell na wszelki wypadek rzucił na siebie czar, dający mu niewidzialność, a Demonico z namaszczeniem pocierała kciukiem swój masywny pentagram. Oto bowiem na stole leżał nieprzytomny Vorga, jeden z przybocznych Gloina, Ojca Zakonu NWO!

- Zapłaci! Zapłaci za naszych! - ryczał Gerino - Będę szarpał jego ścierwo przez siedem dni i siedem nocy! Jac! Nixin! Przytrzymajce go! Muszę mieć wolne ręce - jakby na potwierdzenie wyciągnął swoje dłonie przed siebie. Zdobiły je dwucalowe pazury. Dwa młode wampiry chwyciły przytomniejącego właśnie Vorgę pod ramiona i, ściągnąwszy ze stołu, odwróciły go przodem do Gerina. Ten podszedł i spojrzał w oczy inkwizytorowi. Zawiedziony stwierdził, iż nie widzi w nich strachu.
- Jeszcze będziesz się bał - syknął Mistrz Ceremonii. Właśnie zamierzał rozorać zakonnikowi twarz, gdy poczuł delikatne dotknięcie na ramieniu. Zaskoczony, odwrócił głowę. Stał za nim Slaanesh.
- Zostaw. Mam dla niego lepszą karę - rzekł, po czym ominąwszy Gerina podszedł do trzymanego. Spojrzał mu w oczy. Cień zrozumienia ogarnął Vorgę... Cała krew odpłynęła z jego twarzy.
- Zbladłeś, mój przyjacielu - rzekł Slaanesh - Ale nie martw się. Będziesz jeszcze bledszy.

Nad ranem duża skrzynia została dostarczona do siedziby zakonu NWO. Dwóch parobków wniosło ją do komnaty Ojca. Służący odrzucili wieko skrzyni i Gloin zajrzał do środka. O mały włos nie przewrócił się, gdyby nie Malven i Jawful, którzy go przytrzymali. W skrzyni bowiem leżał jego ukochany Vorga - oczy miał zamknięte, jego klatka piersiowa nie unosiła się, lecz nie wyglądał na martwego. Tym, co najbardziej przeraziło Ojca Zakonu były jego usta - lekko rozchylone, czerwone, pełne. Można było w nich dojrzeć dwa długie, śnieżnobiałe kły.
Ostatnio edytowano Wt paź 14, 2003 7:16 pm przez Tzeentch, łącznie edytowano 5 razy
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Val » Cz cze 26, 2003 5:30 pm

No i kurwa nie przeżyłem... :]
Fallen, fallen is Babilon!!!
Warszawa, ul. Opalińska 5/7 m. 109
tel: 0-698-560-605
gg: 5333256
"Rozpierdoliliście ulice w moim mieście. Chcecie mnie wieszać, to mnie powieście!!"
Emblemat użytkownika
Val
 
Wiadomości: 2202
Dołączył(a): N lis 10, 2002 3:26 pm
Lokalizacja: Skąd mam wiedzieć?

Wiadomośćprzez Gerino » Cz cze 26, 2003 5:39 pm

Jeszcze, jeszcze!
“Though I walk through the valley of the shadow of death, I will fear no evil,” yeah, because I’m the wickedest sonofabitch you’re gonna find down here.
Emblemat użytkownika
Gerino
 
Wiadomości: 2179
Dołączył(a): Wt wrz 24, 2002 6:23 pm

Wiadomośćprzez Reif » Cz cze 26, 2003 5:40 pm

ja tez :P
Emblemat użytkownika
Reif
łowca trolli
 
Wiadomości: 589
Dołączył(a): Śr sty 23, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa

Wiadomośćprzez Gerino » Cz cze 26, 2003 5:43 pm

A mojego ostatniego opowiadania nikt nie skomentował. Jak nie chwalicie dalej nie będzie!:P
“Though I walk through the valley of the shadow of death, I will fear no evil,” yeah, because I’m the wickedest sonofabitch you’re gonna find down here.
Emblemat użytkownika
Gerino
 
Wiadomości: 2179
Dołączył(a): Wt wrz 24, 2002 6:23 pm

Wiadomośćprzez Tzeentch » Cz cze 26, 2003 7:50 pm

Opowiadanie to dedykuję dzielnym i nieustraszonym wojownikom z NWO.

P.S. Czy to było wystarczająco długie?
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Reif » Cz cze 26, 2003 7:58 pm

dziekuje za dedykacje :P

jakby bylo 10krotnie dluzsze nie obrazilbym sie :P


a tak na powaznie - to moim zdaniem dlugos byla dobra :)
Emblemat użytkownika
Reif
łowca trolli
 
Wiadomości: 589
Dołączył(a): Śr sty 23, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa

Wiadomośćprzez Thail » Cz cze 26, 2003 7:59 pm

A ja to kurwa nikt ???? :mad:
"Nigdy nie kłóć się z debilem, najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem".
"Naród Polski jest wspaniały, tylko ludzie kurwy" -J. Piłsudski
Emblemat użytkownika
Thail
 
Wiadomości: 1854
Dołączył(a): Cz lut 20, 2003 1:57 am
Lokalizacja: Z Wyspy Lodoss (SKO)

Wiadomośćprzez Tzeentch » Cz cze 26, 2003 8:19 pm

Hmm, Thailu... Jak będę pisał o elfach - przysięgam, że tam się znajdziesz :) To było opowiadanie o NWO i Rodzinie. A Ty nie jesteś ani tu, ani tu. Wybacz, jeśli opacznie zrozumiałem Twoją wypowiedź...
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Thail » Cz cze 26, 2003 9:37 pm

Tzeentch nie chodziło mi o Ciebie :sad: tylko o komentarze do opowiadań Gerina. Przecierz je komentuję, a i tak wszyscy wiedzą, że są fajne. A tu takie coś :
A mojego ostatniego opowiadania nikt nie skomentował. Jak nie chwalicie dalej nie będzie!:P
Gerino.
I nie zdenerwuj się.
Thail :alkoholik:
Ps. Juznie mogę się doczekać tego opowiadania :grin:
"Nigdy nie kłóć się z debilem, najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem".
"Naród Polski jest wspaniały, tylko ludzie kurwy" -J. Piłsudski
Emblemat użytkownika
Thail
 
Wiadomości: 1854
Dołączył(a): Cz lut 20, 2003 1:57 am
Lokalizacja: Z Wyspy Lodoss (SKO)

Wiadomośćprzez Sirith » Pt cze 27, 2003 11:45 am

:applause: Więcej tkich opowiadań, proszę!!! :pray:
"Welcome to dying!"
"Ashes to ashes, dust to dust..."
Emblemat użytkownika
Sirith
 
Wiadomości: 158
Dołączył(a): So kwi 26, 2003 9:47 am
Lokalizacja: Gildia Złodziei w Leanderze

Wiadomośćprzez Gloin » So cze 28, 2003 12:47 am

Więc, miałem nie czytać bo nie interesują mnie te opowiadania, ale będąc szczerym człowiekiem do bólu - postarałeś się Tzeentch.
Wywarło to na mnie średnie wrażenie, ponieważ jest za krótkie.
Nic, tylko moge pogratulować.
Good Job, next?
Ashes To Ashes, Dust to Dust...

"Khazad! Khazad! Baruk khazad! Khazad ai-menu!
Emblemat użytkownika
Gloin
 
Wiadomości: 287
Dołączył(a): Pn maja 28, 2001 2:00 am
Lokalizacja: Warszawa

Wiadomośćprzez Gerino » So cze 28, 2003 12:46 pm

<Gerino leży pod stołem, obok przewróconego krzesła zastanawiając sie kto napisał to na górze.>
“Though I walk through the valley of the shadow of death, I will fear no evil,” yeah, because I’m the wickedest sonofabitch you’re gonna find down here.
Emblemat użytkownika
Gerino
 
Wiadomości: 2179
Dołączył(a): Wt wrz 24, 2002 6:23 pm

Wiadomośćprzez Tzeentch » Śr lip 09, 2003 2:10 am

No, drżyjcie Kochani... Mam ostatnio cholernie podły humor, co zapewne wywoła (oby nie przedwczesny) poród kolejnego opowiadania. Powiem Wam jedno - sam się zdziwiłem, jak nakreśliłem ogólny szkic - takiej psychodeli świat nie widział. Niedługo się pojawi.

Pozdrawiam.
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Mole » Śr lip 09, 2003 6:57 am

No to czekamy.
Elen sila lumenn omentielvo!!!
Emblemat użytkownika
Mole
 
Wiadomości: 153
Dołączył(a): Cz kwi 11, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Żyrardów

Wiadomośćprzez Sirith » Śr lip 09, 2003 1:02 pm

Rety, już się boję, masakra będzie... Krew będzie się lać gęsto i nie zostanie ani jeden wampir, żeby się napić :razz:
"Welcome to dying!"
"Ashes to ashes, dust to dust..."
Emblemat użytkownika
Sirith
 
Wiadomości: 158
Dołączył(a): So kwi 26, 2003 9:47 am
Lokalizacja: Gildia Złodziei w Leanderze

Wiadomośćprzez Samedi » Pt lip 11, 2003 3:16 pm

Zajebiste :) Czekam z nieceirpliwością na wiecej :)
"Z twarzą zwróconą na wschód skończyłem.... zaczynaj"
Samedi
 
Wiadomości: 22
Dołączył(a): N cze 08, 2003 6:27 am
Lokalizacja: Wawa

Wiadomośćprzez Tzeentch » Wt sie 19, 2003 2:56 pm

[Wytłumacznie - AEVADRIN - to słowo oznacza w tajnym języku Rodziny wampirzej NIEŚMIERTELNY]

Duży motyl nocny oderwał się od starego konara i, trzepocząc nerwowo skrzydełkami ruszył w stronę światła. Ominął jakiś stary budynek, przeleciał nad rzeką, na chwilkę przysiadł na liściu - i po chwili znowu podjął swoją podróż. Jego oczy nie pozwalały na dokładną lustrację okolicy, lecz wspaniały słuch z powodzeniem zastępował zmysł wzroku; bliskie odbicie - przeszkoda, brak odbić - droga wolna. Wtem jego receptory zarejestrowały szum i coraz bardziej zbliżające się źródło bardzo wysokich dźwięków... Niebezpieczeństwo - ostrzegł motyla jego prymityny mózg. Owad szybko skrył się pod rynną jednego z domostw i zamarł w bezruchu. Nietoperz, straciwszy ofiarę z pola widzenia, poleciał dalej. Motyl, upewniwszy się, że niebezpieczeństwo minęło, kontynuował lot. Jest! Znalazł... Światło latarni, koleboczącej się niepewnie na halabardzie strażnika miejskiego. Insekt czuł, że tam właśnie przylecą inni jego pobratymcy. Tam znajdzie samicę... Niebezpiecznie zniżył lot... W ciągu ułamka sekundy jakaś dłoń zacisnęła się na nim, zgniotła wątłe ciałko, pozbawiając motyla i życia i szansy na potomstwo. Gdyby owad mógł krzyknąć - z pewnąścią by to uczynił. Jednak nie zrobił tego. Po prostu zginął w ciszy.
- Tfu - mruknął ciemny elf, strzepując z dłoni resztki owada. Jego twarz była niewidoczna - zasłaniał ją ciemny kaptur.
- Masz jeszcze refleks - mruknął człowiek, który wyłonił się z ciemnego zaułka - A sądziłem, że wy tam, w Wieży Magów, tylko księgi czytacie i nijak ciała nie ćwiczycie.
- A więc pomyliłeś się - odparł ironicznie zamaskowany elf. Niezbity z tropu człowiek spytał:
- Czy już wszystko przygotowane?
- Tak. Świątynia jest gotowa. Składniki do odprawiania rytuału zebrane. Zwój zdobyty. Niedługo miasto padnie. A Ty zdobędziesz to, o czym marzyłeś.
- Obyś się nie mylił. Inaczej wszyscy skończymy w otchłani.
- Milcz. Chodźmy.
Złowieszcza para ruszyła szybkim krokiem w stronę starego magazynu. Przy drzwiach dwóch zbirów zastąpiło im drogę, lecz poznawszy oblicze człowieka, bez słowa rozstąpili się. Elf i człowiek szybko przebyli ciemny korytarz i poczęli schodzić w dół po schodach. Człowiek nieustannie potykał się i klął, zakapturzony elf stąpał pewnie i bez słowa. Po krótkiej wędrówce schody się skończyły - oczom pary ukazało się pokaźnych rozmiarów pomieszczenie. Na środku sali znajdował się pentagram usypany z soli, w kątach stały srebrne świeczniki. Diabelski symbol zdawał się wsysać światło świec, niczym wygłodzona pijawka dżdżownicę. Na krawędziach pentagramu stało pięciu ludzi w czarnych habitach - każdy z jakimś pergaminem w ręce. Człowiek stanął na środku, ciemny elf skinął na grupkę. Zebrani zaczęli monotonnym głosem skandować jakąś pieśń. Pieśń ta, choć spokojna, brzmiała niczym wiatr niosący grozę - wiatr rozkładu. Wiatr ciemności... Monnotonny dźwięk brzęczał niby opasła mucha, latająca koło ucha, zataczając coraz mniejsze kręgi.
Coś zaczęło się dziać... Jakaś różowa mgła poczęła pełzać po ciele człowieka stojącego pośrodku pentagramu, niczym macki jakiejś obrzydliwej istoty. Zakapturzony elf przyglądał się temu. Złośliwy uśmiech błądził po jego twarzy. Mgła podążała coraz wyżej i wyżej, a jej ruchy przypominały teraz dłonie kochanki, czule pieszczącej ciało mężczyzny. Człowiek przyglądał się temu ze strachem, lecz także z fascynacją. Wtem niespodziewanie macki mgły przyśpieszyły - z namacalną siłą oplotły kostki i nadgarstki człowieka, jakby go przytrzymując - człowiek zaczął się szarpać z przestrachu, lecz mgła trzymała mocno. Dwie smugi mgły wślizgnęły się w nozdrza mężczyzny, a ten zesztywniał, jego oczy stały się szkliste. W końcu cała mgła wpłynęła w nieszczęsną istotę. Człowiek zamknął oczy, na chwilę zapanowała cisza, gdy diabelski chór zakończył swoją pieśń. Ciemny elf oblizał suche wargi...
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA - wrzask rozniósł się, gdy istota stojąca na środku świątyni rozwarła usta w krzyku, a oczy rozwarły się szeroko. Płynął z nich żar piekła, niczym promienie czerwonego słońca. Dwóch z pięciu kultystów wyparowało, gdy promień przeszył ich na wskroś, reszta cofnęła się strachliwie w cień. Krzyk trwał i trwał, wgryzając się w trzewia budynku, przenosząc się po ścianach wyżej i wyżej, aż wreszcie wolny wzbił się w powietrze. Na środku stał teraz ktoś. Kolor jego skóry był czerwony. Dwa małe różki wystawały z głowy, a zamiast stóp miał kopyta. Uśmiechnął się. Jego ostre zęby były żółte.
- Świetnie się sprawiłeś, mój uczniu - demon rzekł do zakapturzonego.
- Mistrzu... - wykrztusił elf - Witaj znowu.

Lam unosił się w przestworzach... Słyszał szepty niezliczonych stworzeń zamieszkujących ten świat, modły wznoszone do niego... Stanowił jedność z planetą, planeta była nim. Gdy wiatr poruszał liściem, to tak, jakby rozwiewał jego włos, a gdy rzeka przyśpieszała na jakimś zakolu - to tak, jakby tętno Lama przyśpieszyło.
Unosił się w przestworzach... Wieczny... Niezmienny... Bezcielesny. Wtem w harmonię wdarł się jakiś obcy akcent. Jakby w pieśń ktoś zaczął wprowadzać fałszywą nutę. Bóg wsłuchał się w nią. Czuł, że coś się skończyło. A coś rozpoczęło...

Coś się popieprzyło - stwierdził Rahim patrząc tępo w szklaną kulę. Jak zwykle, przyszedł do swojej pracowni, by podglądać sekrety władców Tolarii. Przeważnie mógł spokojnie wkraczać mentalnie do pałacu wroga, czasem tylko niepokojony przez jakiegoś maga, nieudolnie starającego się zapobiec sondowaniu. Tak, czarodzieje z Drimith to tylko karykatury tych z Leanderu lub Valisandrii. Szpieg uśmiechnął się na wspomnienie córki księcia Tolarii, chędożącej się ze służącym w stajni. Teraz jednak było inaczej - jakby prądy magii oszalały. Płynęły wspak, tworząc dziwne zawirowania... Jakby czasoprzestrzeń została podziurawiona jak Leanderski Ser. W kuli migotały raz gwiazdy, czasem niezrozumiałe obrazy, innym razem totalny chaos. Rahim przetarł spocone czoło. Tak. Coś się popieprzyło. I to dokumentnie.

Aposholl znajdował się poza kręgiem świata. Patrzył jak przez szybę na życie toczące się w dole... Nie pamiętał, jak dawno został zesłany w otchłań. Może wczoraj... Może tysiące lat temu... To nie miało znaczenia. Pamiętał tylko, że począł igrać z boskimi mocami. I został za to ukarany. Przez wieki niebytu rósł jego gniew. Jak śmieli? Jego, największego maga, potraktować w ten sposób? Wraz z gniewem rosła chęć zemsty. Wtem, jakaś wielka pazurzasta dłoń przeciągnęła po powłoce, która oddzielała Aposholla od świata. W miejscu, gdzie czarny szpon dotknął bariery tworzyła się rysa, która powoli rozszerzała się w szczelinę. Czarnoksiężnik nie zastanawiał się długo. Z prędkością błyskawicy przedostał się do świata, który na zawsze miał być poza jego zasięgiem.

- Proszę, proszę tędy! - lokaj prowadził rivańską delegację poprzez plac świątynny. Władcy Midgaardu postanowili pokazać wysłannikom króla Belgariona potęgę i piękno miasta.
- Tutaj, o, proszę spojrzeć, jest świątynia! Nasza cudowna i niepowtarzalna katedra! Setki wiernych codziennie raczą wznosić modły do bogów o pomyślność, uzdrowienie i dobre plony - szczebiotał przewodnik. Delegacja powoli przeszła przez plac świątynny, zbliżając się do bogato zdobionej fontanny.
- Oto słynna Fontanna Cudów! Jej woda ma wprost niesłychanie dobroczynny wpływ na ludzkie ciało! Proszę, proszę! Pijcie do woli! A tam, na południu... - członkowie delegacji posłusznie podążyli wzrokiem w kierunku wskazanym przez przewodnika. Pośrodku targu stała marmurowa statua, przedstawiająca krasnoluda w wielce osobliwej pozie - topór wysoko wzniesiony jakby do ciosu, broda potargana, oczy szaleńcze... Jak żywy - pomyśleli delegaci.
- To jest statua Thalgrima Szalonego. Stoi tutaj od niepamiętnych czasów. Podobno Thalgrim Szalony w porywie furii począł mordować rannych w świątyni. Ciął i rąbał, pławił się we krwi swych ofiar! Wysłano całe zastępy strażników, ale nikim oni byli wobec krasnoluda! Wszystkich zarżnął i stanął na szczycie kupy trupów! Tedy, powiadają, stanął naprzeciw niego osobliwy niziołek. Rzekł on, aby się Thalgrim uspokoił i nie beszcześcił świątyni. Thalgrim, niziołka widząc, roześmiał się okrutnie a szydził: nizoła wysłali, kurwa, żeby mię powstrzymał, haha, zaraz ci kaczy łeb rozpłatam a lać do szyi będę! I ruszył z toporem wzniesionym, aby osobliwego niziołka rozpłatać, jak mu przyobiecał. Hobbit spojrzał jeno i wtem - dziw nad dziwy! Krasnolud stanął wryty, jak słup soli i trach - w kamień się obrócił. Powiadają, że sam to Lam Wszechmocny ukazał się w postaci niziołka, by zbrodzienia Thalgrima pokarać... Kto to wie - może jest w tym ziarno prawdy... O, a tam, moi szlachetnie urodzeni państwo, znajduje się nasz wspaniały bar i sławna na cały świat pędzarnia wina, zwanego Gardłogrzmotem... - przeszedł do kolejnego punktu wycieczki przewodnik.

Nadeszła noc. Wieko trumny otworzyło się z hukiem. Slaanesh otworzył oczy. Od razu wyczuł czyjąś obecność. Rozejrzał się błyskawicznie. Po ostatnim pogromie zgotowanym wampirom przez NWO jego nerwy były ciągle poszargane. I teraz, po przebudzeniu, czuje czyjąś obecność! Szybko wstał i pobiegł po swój miecz.
- Nie będzie ci potrzebny, Slaaneshu... A raczej powinienem był powiedzieć: Tzeentchu.
NIE! - Slaanesh nie słyszał tego imienia od tysiącleci. W ciągu ułamka sekundy stanął mu przed oczami obraz z przeszłości...

Lam spojrzał na Tzeentcha świdrującym wzrokiem, a aevadrin aż ugiął się pod spojrzeniem boga.
- Dlaczego? - Tzeentch wyczytał pytanie z oczu wszechmogącego. Nie potrafił odpowiedzieć... Czuł się bezradny. I nienawidził. Wszystkich.
- Dlaczego? - tym razem Lam wypowiedział na głos, a śmiertelnikom na ziemi zdawało się, iż zerwał się silny wiatr.
Nie potrafił odpowiedzieć... Czuł wstyd. Wściekłość.
- Strącę cię na ziemię, Tzeentch. Odbiorę moc. To kara, żeś się mi przeciwstawił. Będziesz pił krew śmiertelników, których tak kochasz, a spojrzeć mi w twarz nie będziesz mógł. Oto chować się będziesz w dzień przed moim obliczem, a nocą pełzał po ziemi niczym robak! Lecz zginąć nie będziesz mógł, o nie! Żyć będziesz w śmierci i wstyd wiecznie czuć będziesz, aż dopełnią się dni.
I odebrał Wszechmogący Tzeentchowi moc należną aevadrinom i zesłał go na ziemski padół.

- Pamiętasz, Tzeentch? Pamiętasz, jak Lam odebrał ci moc aevadrinów? Jak uczynił cię cieniem dawnej potęgi, którą kiedyś byłeś? - słodkie jak nektar, acz trujące jak jad żmiji myśli demona wdzierały się w mózg wampira - Pamiętasz, jak zostałeś strącony na ziemię i stałeś się tym, czym jesteś? Jak zostałeś pierwszym w historii wampirem? Taak... Stałeś się źródłem nowego zła... Widzę, że nie próżnowałeś... Uczyniłeś wielu sobie podobnych...
W krypcie rozległ się rechot...
- Żałuję... Żałuję, iż rozprzestrzeniłem zło... Lecz samotność... Samotność była nie do zniesienia...
Demon znowu się roześmiał:
- I wtedy przyjąłeś imię Slaanesh, co w Starszej Mowie oznacza Cień... Zaiste, jesteś cieniem dawnej potęgi, Slaaneshu... I przez kogo? Przez Lama! Ale ja daję Ci szansę... Szansę odzyskania potęgi... Przyłącz się do mnie! A znowu będziesz Tzeentchem, Tym, Który Zmienia Drogi...
- Ja... Ja jestem Tzeentch! - szepnął Slaanesh (Tzeentch?) - a mrok w krypcie stał się jeszcze mroczniejszy - JAM JEST TZEENTCH, TEN, KTÓRY ZMIENIA DROGI! - mrok zgęstniał do konsystencji cieczy. Przez chwilkę Slaanesh znowu stał się Tzeentchem, aevadrinem... Sciany krypty zaczęły falować, naginane przez wolę wampira... I... Znowu stało się jaśniej...
- Poznaję cię. Corey, władca ciemności, arcyojciec herezji... Wygrałem. Twe ziarno nie wzrośnie znowu w mym sercu. Zbyt wiele stuleci dusiłem je w sobie, aby znowu miało wykiełkować... Odejdź wężu!
Cień Tzeentcha zniknął... Pozostał Slaanesh.
Krzyk demona wstrząsnął fundamentami grobowca, lecz Slaanesh nie skulił się, nie ukrył. Stał dumnie i czekał na śmierć. Ostateczne odkupienie.
Krzyk ustał, a głos demona znowu przyjął słodki ton.
- Tzeentch... Ponieważ oddałeś mi usługi w zamierzchłych czasach nie unicestwię cię. Będziesz patrzył na mój tryumf.
Ostatnie słowo zdawało się oddalać i nagle Slaanesh został sam. Upadł na kolana.
- Jestem Slaanesh... Jestem Slaanesh...

- A słyszeliśta kumie, o tym, ten tego, czarowniku co naszemu dostojnemu włodarzowi rządzić pomaga? - brodaty mężczyzna nachylił się konspiracyjnie do ucha siedzącego naprzeciw człowieka.
- Słyszelim. Mój bratanek stoi wedle wrót, jako strażnik. Powiadał mi on, że dwa Dni Słońca temu przylazł samojeden dziad w długiej kiecce i łomotać po wrotach począł. Dumali tedy strażnicy, czyby go psami poszczuć a dzidami w zad ukłuć, ale, mówi mój bratanek, dziwny głos jakiś ów człek miał, że ino otworzyć mogli - sprzeciwu nie było. Rozwarli tedy podwoje miasta. Azali wszedł ów, z miejsca do króla prowadzić się kazał. Straże coś tam niby przebąkują, że jaśnie pan zajęty, że może potem... A ten dziad jak się nie spieklił, jak błyskawice między jego ręcami skakać nie zaczęły a wrzeszczeć, iż on czasu nie ma, że go nynie zaprowadzą, albo ich spopieli, kumie, na popiół!
- Nie może to być! Prawda to, czy łeż?
- Prawda, najprawdziwsza! Zara się jeden zaoferował do króla go prowadzić. Ten wszedł bez słowa do komnat królewskich i tyle go strażnik widział. Ale, powiadają, iż osobliwy człek stał przy tronie najjaśniejszego, gdy ten przyjmował posłów z Solace. Pewnikiem to on...
- Ano, osobliwie się dzieje w Qualinoście, mój kumie. Moja krowa, dumaj, mleka ostatnio dawać nie chce, a jak daje - to kwaśne...
I tak nadal toczyła się dyskusja przy kuflu, aż ranek przyszedł, a brodaty mężczyzna pijany w sztok poszedł do domu, zbił żonę, naubliżał dzieciom od czarciego pomiotu i pogrążył się w splamionym alkoholem śnie.

Dwa gołębie usiadły na ramieniu statuy. Czyściły sobie wzajemnie piórka, gruchały i obserwowały otoczenie. Dookoła statuy kręcili się ludzie - całe ich mrowie. Jedni sprzedawali, inni kupowali - jeszcze inni kradli, oglądali i wybrzydzali. A wszyscy wrzeszczeli. Wtem nagle coś się poruszyło. Wystrzaszone gołębie wzbiły się w powietrze. Statua zadrżała... Topór lekko obniżył się... Głowa posągu lekko pochyliła się. I nagle - okowy pękły, a krasnolud upadł na ziemię. Oszołomiony, będąc na czworaka, krasnolud potrząsnął głową. Podniósł ją - kilkoro ludzi patrzyło na niego z ciekawością.
- Ej, ludzie! Ktoś ukradł statuę! - wrzasnął ktoś nagle. Wszyscy skupili wzrok na pustym piedestale.
Thalgrim przypomniał sobie wszystko. Chwycił swój topór i przepychając się bez ceregieli, puścił się pędem poza miasto. Strażnicy puścili dziwnego krasnoluda bez słowa. Mieli potem gorzko tego żałować.

CDN...
Ostatnio edytowano Wt paź 14, 2003 7:19 pm przez Tzeentch, łącznie edytowano 3 razy
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Sirith » Wt sie 19, 2003 3:30 pm

Na wszystkich bogów, jeśli tak zaczynasz, to boję sie, co będzie później...
"Welcome to dying!"
"Ashes to ashes, dust to dust..."
Emblemat użytkownika
Sirith
 
Wiadomości: 158
Dołączył(a): So kwi 26, 2003 9:47 am
Lokalizacja: Gildia Złodziei w Leanderze

Wiadomośćprzez Khrell » Pt sie 22, 2003 1:25 pm

Po prostu zajebiste! :o gratulacje Slaanesh! :applause:
Khrell
 
Wiadomości: 474
Dołączył(a): Pt kwi 11, 2003 7:21 pm

Wiadomośćprzez Tzeentch » N paź 12, 2003 7:51 pm

A potem nagle coś zgasło. Nic tak trywialnego, jak pochodnia, kaganek, czy nawet życie. Zgasł płomyk nadziei. Gdy w sercu człowieka nie ma nadziei, nic już nie jest ważne. Wszystko się wali. Każdy z nas jest małym wszechświatem, a nadzieja jest siłą, która utrzymuje ten wszechświat w całości, niczym grawitacja utrzymuje układ słoneczny. I tak samo, gdyby wyłączyć grawitację i układ słoneczny rozpadłby się, tak samo my, nasze jestestwo, rozpadłoby się na miliony cząstek, które rozbiegłyby się po czasoprzestrzeni i wtopiły biernie w bieg historii. Nasza dusza zniknęłaby bez śladu.

Corey zamknął książkę i zaśmiał się.
- Odbiorę wam tę nadzieję. Sprawię, że odejdziecie w niebyt.

- Raz, dwa, raz, dwa, raz, dwa, ruszać się kukły chędożone, ja wam pokażę co to jest dryl! Co wy, kurwa, myślicie, że na piwo do karczmy lezieta, co? Wy wojsko, kurwa, jesteście, bić się za kochany Qualinost idziecie! - darł się setnik na swój oddział.
- Widzi mi się, że staremu chyba jakaś cegła na łeb spadła - szepnął młody knechta - maszerować uczyć się mamy, a żołdu jakoś nie dają.
- O wa! Co za beznadziejna z was zbieranina, wam gówno widłami w chlewach przewalać, a nie mieczem robić! Ale ja was nauczę chodzić jak trza, o, zobaczycie jeszcze...

I minął poranek... I słońce zaszło. Dzień następny.

- Ustawiać mi się w szeregi, łazęgi pieprzone, wychodzimy z miasta. Ale zanim wyjdziem, przed królem iść będziem snadnie. A niech któremuś noga się pomyli albo łapsko nie w tę stronę co trza poleci, przetrącę zaraz za bramą. A teraz jazda! Idziemy!
Ruszyła kolumna zbrojnych knechtów. Mieszkańcy wylegli na ulice i zaczęli obrzucać kwiatami idących, wiwatom i radości nie było końca. A na balkonie swojego pałacu stał król Qualinostu i patrzył dumnie na swoje wojska. O, zbyt długo książęta Solace mnie drażnią... O pokażę ja psim synom kto ma błękitną krew - myślał. Wtem poczuł za sobą ruch. Odwrócił się. Stał przed nim Aposholl, mag, który tydzień wcześniej przybył znikąd do bram miasta. Jego mądrość i porady dodały królowi otuchy. I odwagi do wykonania kroku, który zawsze chciał zrobić. Czuł się pewnie - teraz stał za nim mag. Potężny i mądry. Tak, książęta Solace więcej już nie będą szydzić z króla Qualinostu. Za miesiąc poprowadzi pod rękę swoją królową i rzuci jej pod stopy miasto, którego zawsze pragnął. Nie wiedział głupiec, że jest tylko narzędziem Aposholla. Że stał się marionetką. Mag uśmiechnął się.

Rahim biegł po korytarzu. Brakowało mu tchu, lecz nie zamierzał się zatrzymać. Zbyt ważną wiadomość miał dla książąt miasta. Zdyszany dobiegł do wrót, prowadzących do komnat książęcych. Strażnicy bez słowa rozstąpili się i rozwarli odrzwia.
- Wasze wysokości, przynoszę złe wieści - wydukał szpieg lekko zgięty. Próbował złapać oddech.
- Co się stało takiego Rahimie? - spytał jeden z książąt. Wszyscy czterej siedzieli przy okrągłym stole, a ich oczy świdrowały przybyłego.
- Obyś miał ważne wieści - dodał inny - właśnie dyskutujemy nad listem, jaki otrzymaliśmy od gildii kupców.
- Niech zatem gildia zostawi swoje kupiectwo i obsadzi swój odcinek murów obronnych, panie. Armia Qualinostu zmierza w stronę Solace.

- Że co? Mam ot tak swój stragan zostawić a miecza dobywać? - wściekał się stary kupiec na zebraniu gildii.
- Rozkazy są jasne. Takowy pakt zawarliśmy, gdyśmy przywileje i monopol otrzymywali.
- Niech mnie gęś w zad kopnie, ach, niech mnie nawet podziobie w krocze, jeśli zostawię swój interes!
Kilku kupców przytakiwało, inni kręcili głowami - szczególnie ci młodsi. Anzelm, przywódca frakcji prowojennej, kontynuował:
- Takie są rozkazy i basta. A jeszcze powiem coś, choć to w tajemnicy miało pozostać. Sądzicie, że bez żadnego problemu nasza armia obroni mury? Bo mamy lepsze wojsko, niż ta zbieranina z Qualinostu? Tedy powiem wam, drodzy konfraterzy, że nie tylko z Qualinostem przyjdzie nam się prać. Oto Mroczne Elfy idą na nas ze wschodu. Wiem to, bo mój przyjaciel jest służącym na dworze. Podsłuchał on, jak Rahim, szpieg nadworny, prawił książętom, iż elfy połączyły się z wojskami Lorda Vadera i idą cięgiem nas bić.
- Przeca Lord Vader Reinhold okupuje?
- Już nie. Mój przyjaciel mówił, że jakąś pomoc Vader otrzymał magiczną i w jeden dzień twierdzę zdobył, co ją przez lat dziesięć oblegał. Księcia Reinholdu w kajdany zakuł i do swego woza przytroczyć go kazał, a jego żonę wydał swoim żołdakom jako kurwę. Tedy trzy armie idą ku nam, konfraterzy drodzy, i jeśli wszyscy nie powstaniem i oporu jak trza nie damy, to nie tylko nie będziemy swojego rynku mieli, ale także swoich żon i dzieci, że o życiu nie wspomnę.
- Zgroza! Wy wiecie, co Mroczne Elfy robią z jeńcami?
Lecz słowa te odbiły się od pustych krzeseł. Wszyscy już tłoczyli się u wyjścia z budynku gildii. W domach większość szukała oręża. Paru się pakowało.

CDN...
Ostatnio edytowano Wt paź 14, 2003 7:20 pm przez Tzeentch, łącznie edytowano 3 razy
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Tzeentch » N paź 12, 2003 8:25 pm

Ten kawałek dedykuję Ani. Aniu ----> :*******
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Malven » Pn paź 13, 2003 4:49 am

Prędzej uwierzę, że Mroczne Elfy nadeszły ze wchodu a armia Qualinostu z zachodu, że Rahim spierdalał bo go Varna goniła, a "mądrość" Asshole'a doprowadziła do sromotnej klęski jego i wojsk Qualinostu.
Malven
 
Wiadomości: 35
Dołączył(a): So mar 02, 2002 2:00 am

Wiadomośćprzez Gerino » Pn paź 13, 2003 7:42 am

Kurwa,
Niech zatem gildia zostawi swoje kupiectwo i obsadzi swój odcinek murów obronnych, panie. Armia Qualinostu zmierza w stronę Solace.
Pięknie, kurwa, też miałem zamiar zajebać Solace....
“Though I walk through the valley of the shadow of death, I will fear no evil,” yeah, because I’m the wickedest sonofabitch you’re gonna find down here.
Emblemat użytkownika
Gerino
 
Wiadomości: 2179
Dołączył(a): Wt wrz 24, 2002 6:23 pm

Wiadomośćprzez Morfoth » Pn paź 13, 2003 9:30 am

ale nie z takim kunsztem :)
2B || !2B
Emblemat użytkownika
Morfoth
 
Wiadomości: 239
Dołączył(a): Cz mar 28, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Trzeci karton na lewo.

Wiadomośćprzez Lam » Pn paź 13, 2003 10:20 am

Tzeentch napisał(a):I odebrał Wszechmogący Tzeentchowi moc należną awatarom i zesłał go na ziemski padół.

- Pamiętasz, Tzeentch? Pamiętasz, jak Lam odebrał ci moc awatarów?

Slaanesh, sam nie wiedząc, w jakim celu, podniósł głowę i ujrzał na niebie coś, co początkowo wydawało mu się ptakiem, potem ciśniętym z katapulty pociskiem, aż ostatecznie okazało się być olbrzymim garncem, takim, w którym czarownice gotują swe obrzydliwe mikstury. Gar leciał płasko dnem w dół, ale zbliżając się zaczął się obracać. Slaaneshowi wróciła myśl o katapulcie. - W nogi! - krzyknął, przekonany, że za chwilę zostanie oblany gorącą smołą. Było jednak za późno, kocioł był już tuż nad jego głową wywrócony do góry dnem. Jednak smoła nie bryznęła. Przelatując nad głową Slaanesha naczynie wypluło Lama, po czym odwróciwszy się podążyło dalej tym samym torem lotu.
Lam stanął tuż za plecami Slaanesha. Poczekał, aż podróżnicy obrócą się doń twarzami. Minę miał nie posępną, ale też nie radosną. Wyglądał na zaniepokojonego, ale nie wyglądał złowieszczo. Nikt z obecnych nie mógł sobie potem dokładnie przypomnieć, co okazywała twarz niskiego hobbita, który jednak promieniował odczuwalną choć niewidoczną, olbrzymią mocą. Bóg przemówił.
- Prosiłbym jednak nie umieszczać mojego imienia na jednym forum z takimi słowami... Wrócę tu kiedyś i sprawdzę, czy coś się zmieniło, a jeśli nie, to zobaczymy, co Lam naprawdę potrafi odebrać!
Lam zaśmiał się. Zdawało się, że po tych słowach jego śmiech będzie diaboliczny i donośny, jednak był tylko lekkim uśmiechniętym oddechem, pozbawionym gniewu, ale też drżenia i niepewności. Nikt nie wiedział, co oznacza takie zachowanie boga, ale jednocześnie każdy wiedział, że nie oznacza ono żartu. Poznali wtedy, że myśli Lama sięgają do ich umysłów i nie pozwalają snuć domysłów ani własnych interpretacji, całkowicie narzucając jego wolę tak, aby stała się ich celem. Slaanesh wiedział już, co ma robić, a inni wiedzieli, że on wie. Niewielka istota podskoczyła na wysokość dwóch rosłych elfów wskakując do kotła, którego nadlatywania zgromadzeni nawet nie zauważyli. Powiedli wzrokiem za oddalającym się przedmiotem, po chwili tracąc go zupełnie z oczu.
Emblemat użytkownika
Lam
władca Leanderu
 
Wiadomości: 2883
Dołączył(a): Pn maja 28, 2001 2:00 am
Lokalizacja: 22°17' E - 52°11' N

Wiadomośćprzez Tzeentch » Pn paź 13, 2003 8:02 pm

Dzięki Malven - kierunki zostały poprawione.
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Lam » Wt paź 14, 2003 9:24 am

Wróciłem, sprawdziłem - bez zmian. Dać mu szansę?
Emblemat użytkownika
Lam
władca Leanderu
 
Wiadomości: 2883
Dołączył(a): Pn maja 28, 2001 2:00 am
Lokalizacja: 22°17' E - 52°11' N

Wiadomośćprzez Gerino » Wt paź 14, 2003 9:27 am

A co byłoby alternatywą?
“Though I walk through the valley of the shadow of death, I will fear no evil,” yeah, because I’m the wickedest sonofabitch you’re gonna find down here.
Emblemat użytkownika
Gerino
 
Wiadomości: 2179
Dołączył(a): Wt wrz 24, 2002 6:23 pm

Wiadomośćprzez Lam » Wt paź 14, 2003 9:28 am

Brak szansy. Podzieliłby np. los Reifa.
Emblemat użytkownika
Lam
władca Leanderu
 
Wiadomości: 2883
Dołączył(a): Pn maja 28, 2001 2:00 am
Lokalizacja: 22°17' E - 52°11' N

Wiadomośćprzez Tzeentch » Wt paź 14, 2003 11:29 am

Lamie - proszę powiedz mi, co chcesz, abym uczynił. Nie mogę jednak zmienić moich opowiadań, więc są dwie drogi: albo pozostają takie, jakie są, albo zostają skasowane.
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Lam » Wt paź 14, 2003 11:32 am

Nawet dzieła największych pisarzy czy publicystów przed publikacją przechodzą korektę. Ale jeśli nie możesz poprawić kilku wyrazów, kasujemy?
Emblemat użytkownika
Lam
władca Leanderu
 
Wiadomości: 2883
Dołączył(a): Pn maja 28, 2001 2:00 am
Lokalizacja: 22°17' E - 52°11' N

Następna strona

Powrót do Opowiadania



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron