"TCHNIENIE ŚMIERCI".

Opowiadania o historiach dziejących się w świecie Laca.

Moderatorzy: Thail, łowcy trolli

Wiadomośćprzez Tzeentch » Wt paź 14, 2003 11:39 am

Już.
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Gerino » Wt paź 14, 2003 11:48 am

No i pięknie.
Nikt nie umie tak zniechęcać i dołować jak ty, Lamie.
Ogólnie takie "kasowanie" dzieł to stary wynalazek. Już w XVI wieku byli tacy, co sprawdzili, że książki się bardzo dobrze palą. A ty masz z tamtymi dużo wspólnego.
Brawo.
“Though I walk through the valley of the shadow of death, I will fear no evil,” yeah, because I’m the wickedest sonofabitch you’re gonna find down here.
Emblemat użytkownika
Gerino
 
Wiadomości: 2179
Dołączył(a): Wt wrz 24, 2002 6:23 pm

Wiadomośćprzez Lam » Wt paź 14, 2003 12:44 pm

Gerino napisał(a):Już w XVI wieku byli tacy, co sprawdzili, że książki się bardzo dobrze palą. A ty masz z tamtymi dużo wspólnego.

Widzę mało analogii.
Po pierwsze, tamci palili cudze dzieła, bo im się nie podobały. Ja nigdzie nie napisałem, że opowiadanie Slaanesha mi się nie podobało. Wprost przeciwnie. I powiem więcej, nawet nie miałem niczego przeciwko użyciu w nim mojej osoby - nie było źle.
Po drugie, tamci palili cudze dzieła. Ja nie spaliłem niczego, chciałem zmiany jednego słowa w kilku miejscach. Jeśli moje porównanie do korekty przez wydawnictwo nie uważasz za trafne, może przekona Cię porównanie mnie do pani "od polskiego", która wymaga pisania po polsku? I to taka dobra pani, bo najpierw mówi, co poprawić, a potem zaczyna oceniać pracę. Moi nauczyciele od razu bazgrali coś na czerwono na marginesach, nie wiem jak to jest u Ciebie w gimnazjum :)
Po trzecie, tamci działali tak, bo się bali. Bali się, że ich poglądy mogą być niesłuszne i musieli ich bronić siłą. Ja wiem, że mam rację, mam więc prawo nawracać na nią. Ale ponieważ Ty i tak uważasz się za madrzejszego od wszystkich, poszukaj słowa "awatar" lub "awatara" w słownikach i zauważ, że Slaanesh użył go w zupełnie nieprawidłowym znaczeniu, nieprawidłowo odmieniając, oraz odnosząc je do świata Laca, gdzie żadnych awatar nie ma, nigdy nie było i nigdy nie będzie (na pewno nie na określenie bohatera).
A ja nadal nie rozumiem, dlaczego opowiadanie musiało zniknąć. Ci "palący" doskonale rozumieli, dlaczego palone książki musiały być spalone. To chyba dość zasadnicza różnica.
Przy okazji, znalazłem coś zajebistego :) http://satyasai.republika.pl/awatar.html MOC!
Emblemat użytkownika
Lam
władca Leanderu
 
Wiadomości: 2883
Dołączył(a): Pn maja 28, 2001 2:00 am
Lokalizacja: 22°17' E - 52°11' N

Wiadomośćprzez Val » Wt paź 14, 2003 1:15 pm

A Ty tylko przez taki błąd spowodowałeś, że Tzeentch skasował opowiadanie? Lam, wiedziałem to od dawna. To po prostu megalomania, połączona z paranoją, że jak coś jest choć trochę nie tak, to musi być zmienione! :naughty:
Fallen, fallen is Babilon!!!
Warszawa, ul. Opalińska 5/7 m. 109
tel: 0-698-560-605
gg: 5333256
"Rozpierdoliliście ulice w moim mieście. Chcecie mnie wieszać, to mnie powieście!!"
Emblemat użytkownika
Val
 
Wiadomości: 2202
Dołączył(a): N lis 10, 2002 3:26 pm
Lokalizacja: Skąd mam wiedzieć?

Wiadomośćprzez Lam » Wt paź 14, 2003 2:26 pm

Trochę nie tak to jesteś Ty, nawet powiedziałbym, że dość nie tak, ale jakoś to toleruję. A tam było coś rażącego, a jednocześnie wybitnie łatwego do zmiany. I zażądałem zmiany, natomiast autor uznał, że jego dzieło nie może zostać zmienione ani o literkę i je usunął. Ja do tego nie dążyłem. A Ty zastanów się nad znaczeniem trudnych słów, których używasz.
Emblemat użytkownika
Lam
władca Leanderu
 
Wiadomości: 2883
Dołączył(a): Pn maja 28, 2001 2:00 am
Lokalizacja: 22°17' E - 52°11' N

Wiadomośćprzez Glow » Wt paź 14, 2003 2:38 pm

Kurwa gdzie jest to opowiadanie?!
Glow
 
Wiadomości: 27
Dołączył(a): Pn wrz 15, 2003 4:07 pm
Lokalizacja: Solace

Wiadomośćprzez Cosmathy » Wt paź 14, 2003 2:44 pm

W odbycie Lama?
| uwolniony |
Cosmathy
 
Wiadomości: 189
Dołączył(a): Śr cze 11, 2003 1:16 pm

Wiadomośćprzez Lam » Wt paź 14, 2003 2:45 pm

Szukałem - nie ma :(
Emblemat użytkownika
Lam
władca Leanderu
 
Wiadomości: 2883
Dołączył(a): Pn maja 28, 2001 2:00 am
Lokalizacja: 22°17' E - 52°11' N

Wiadomośćprzez Gerino » Wt paź 14, 2003 3:59 pm

Wiele osób by Ci tam te opowiadania wepchnęło, oprawione w skórę i metalowymi okuciami. To jedno.
A drugie, że autor poczuł się dotknięty twoim czepialstwem i sie po prostu obraził. To twoja wina, nie wymigasz się.
“Though I walk through the valley of the shadow of death, I will fear no evil,” yeah, because I’m the wickedest sonofabitch you’re gonna find down here.
Emblemat użytkownika
Gerino
 
Wiadomości: 2179
Dołączył(a): Wt wrz 24, 2002 6:23 pm

Wiadomośćprzez Malis » Wt paź 14, 2003 4:53 pm

Kurde skasujmy moze caly dział opowiadania? ... :(( No i jak tak można?
ehhh.. :sad:
Noc jest zła, jest zła, jest zła.....
Malis
 
Wiadomości: 198
Dołączył(a): Wt cze 10, 2003 2:42 pm
Lokalizacja: Wrocław

Wiadomośćprzez Kalia » Wt paź 14, 2003 5:48 pm

A ja nie zdążyłam wszystkiego przeczytać.. :cry:
"Ani mnie zgnębią zórz krwawe zawiście,
Ni złote groźby słonecznej potęgi!
Grzbiet mój na złość słońcu czerni się plamiście
w przeciwsłoneczne, przeciwzłote pręgi!"
Emblemat użytkownika
Kalia
 
Wiadomości: 181
Dołączył(a): So mar 29, 2003 9:25 pm
Lokalizacja: Toruń

Wiadomośćprzez Tzeentch » Wt paź 14, 2003 7:31 pm

Pierwsza noc wojny. Jeszcze przez wiele lat miała być znana pod mianem Nocy Zdrady. Było zimno i padał deszcz. Za to światła nie brakowało - tu i ówdzie płonęły pochodnie, żołnierskie ogniska oraz domy.

- Ognia! - ryknął osmalony bombardier. Krępy człowiek bez koszuli przeciął toporkiem linę. Palący się pocisk wystrzelił w górę, po czym pięknym łukiem pomknął w stronę miasta. Zniknął za grubym murem; po chwili obsługa katapulty dojrzała rosnącą, pomarańczową łunę.
- Dobra nasza! Kolejny spopielony. Geshel! Dawaj następny pocisk. Tym razem celujemy w wieżę!

Piekło! Anzelm tylko tym słowem potrafił opisać to, co działo się w mieście. Usiadł, oparł się o mur i spróbował złapać oddech. Pomacał ręką obok - znalazł kilka ostatnich bełtów. Z wysiłkiem napiął kuszę... Wspomnienia poprzedniego dnia wypełniły jego myśli...
Rano usłyszeli głuchy śpiew tysięcy gardeł, dźwięk kotłów i trąb. Armia Qualinostu zbliżała się niespiesznie, pewna zwycięstwa. Gdy wyszła na pole okalające miasto, wszystko ucichło. Po długich minutach, które zdawały się być godzinami, zza szeregów napastników wyjechał na ciemnym koniu poseł wraz z obstawą giermków. Trzymał w ręce białą flagę. Powoli ruszył w stronę bram miasta.
- Zsiadaj z konia! - krzyknął niewidoczny wartownik.
- Nie tobie mi rozkazywać kmiocie! - odpowiedział poseł - Otwieraj bramy czym prędzej i prowadź do władców!
- Poprowadzim. Ale pieszo. Nie będziem wrót rozwierać dla cię, jeno małą furtkę. Chyba, że konia przezeń przepchniesz!
Po chwili wahania poseł oraz jego przyboczni zsiedli z koni. We wrotach coś zgrzytnęło i rozwarła się mała furtka. Poseł wszedł do środka. Anzelm, który to wszystko obserwował ze swojego stanowiska na murach, nie widział nic więcej. Godzinę później czerwony na twarzy poseł Qualinostu wsiadł na swojego konia, smagnął batem swojego wierzchowca oraz giermka, który był najbliżej, po czym pędem ruszył w stronę obozu. A po chwili pierwsze pociski spadły na miasto.
Niedaleki wybuch wyrwał młodego kupca z zadumy. Jeszcze raz sprawdził swoją kuszę - wszystko w porządku. Wychylił się i oddał strzał. Miał nadzieję, że kogoś trafił.

- Kapitanie! - krępy człowiek bez koszuli krzyknął do osmalonego bombardiera.
- A co?
- Gońcy każą za bramę pociskami rezać. Tarany idą!
- Obrócić Łyżeczkę o sześć stopni, długość liny półtora łokcia... Ognia!

- No, tera wy są wojsko! Ustawiać się równo w szeregi, wedle drabin, raz, dwa, raz dwa! Tarcze podnieść, głąby, chceta nawet do murów nie dobiec? - setnik przekrzykiwał wojenny harmider - Pięć drabin po dziesięciu, druga pięćdziesiątka z tyłu! Wyżej tarcze, powiadam! Wy tam z tyłu, ino drabiny postawione, wy na nie pędem do góry, póki smoły nie wyleją! Gotowi? Naprzód! Niech będę z was dumny, szubrawcy jedni, moi kochani! Naaaaaaprzód!
Cały zastęp ruszył truchtem w stronę muru obronnego. Za nimi pokaźny regiment łuczników nieustannie szył w stronę blanek, osłaniając swoją grupę szturmową. Pierwsze drabiny dotknęły murów...

- Uwaga! Natarcie! - krzyknął dowódca Anzelma - Spychać drabiny, spychać mówię... Smoła! Smolarze, lać, lać, lać! Kusznicy, ognia, miecznicy wystąp! Miecze w garście! Za Solace!
Po chwili już smoła lała się w dół z sykiem, łącząc się z krzykiem ludzi. Jedna drabina została zepchnięta, inna, po oblaniu smołą i podpaleniu, przestała istnieć. Po trzech pozostałych już wspinali się wojowie Qualinostu, każdy zbrojny w dużą tarczę i dzidę, za nimi tłoczyła się lekka piechota, zbrojna w broń ręczną i niewielkie tarcze. Pierwsi napastnicy dotarli do blanek, chronieni przed bełtami. Ich długie dzidy szybko poradziły sobie z lekko opancerzonymi kusznikami i sprawnie wdarli się za mur. Odrzucili dzidy i dobyli mieczy - rozgorzała walka wręcz.

Dowódca straży bramy spojrzał błyskawicznie na popłoch, jaki wywołało bombardowanie. Niektórzy trzymali rannych, inni biegali z wiadrami, gasząc płonące budynki. Wtem krzyk z murów rozdarł powietrze, niczym błyskawica:
- Taran! Prowadzą taran!
Szybko! Przynieść belki i zaprzeć o wrota! Kusznicy na stanowiska! Zanieść kamienie na wieżę! Gotowi?
Pierwsze uderzenie wstrząsnęło bramą.
- Ognia! - salwa z okien bramy wbiła się klinem w obsługujących taran. Wielu z nich padło, lecz po chwili...
Drugie uderzenie wstrząsnęło bramą.
- Rzućcie kamienie! Teraz! Lejcie smołę na tę piekielną machinę i podpalajcie! Podpalajcie! Nuże!
Trzecie uderzenie wstrząsnęło bramą. Belki, które ją wspomagały, poczęły pękać.
"Czwartego uderzenia mogą nie przetrzymać" - przeszło dowódcy przez myśl.

Kilkanaście małych postaci przemykało ciemnym i niskim korytarzem. Nikt z nich nie miał pochodni, lecz najwyraźniej niskim postaciom to nie przeszkadzało. Stanęli. Prowadzący pchnął lekko ścianę, która dziwnie łatwo ustąpiła pod naciskiem. Dowódca oddzialiku rozejrzał się - pieć metrów od tajemnego wyjścia stały trzy wielkie drabiny, po których nieustannie wspinali się knechtowie Qualinostu. Prowadzący machnął ręką na znak, iż wszyscy mają podążać za nim, po czym ryknął:
- Kamień i stal! - oddział krasnoludów runął do natarcia. Część z nich przyjęła na siebie impet atakujących, podczas gdy kilku niestrudzenie rąbało drabiny potężnymi toporami. Mała obstawa poczęła się kurczyć - tu jeden krasnolud padł z rozciętym gardłem, inny padł od bełta.
- Odwrót! Do przejścia! - ryknął dowodzący. W doskonałym szyku krasnoludy uciekły do przejścia, po czym zamknęły je. Goniący ich osłupieli. Mieli wrażenie, że karły wtopiły się w ścianę. Nie wiedzieli, że przejście okrywała stara, gnomia iluzja.

Obrońcy murów odetchnęli z ulgą. Bez stałego dopływu wojowników z drabin, wojownicy Qualinostu szybko topnieli pod ciosami załogi murów. Gdy ostatni wróg padł martwy, przyszedł czas na krótki odpoczynek. Anzelm otarł swój krótki miecz z posoki. Udało mu się przeżyć, choć nie był doskonałym wojownikiem. Na jego szczęście knechtowie Qaulinostu też nie.

- Na trzy rozwieramy bramę! - krzyknął dowódca straży bramy. Dzięki szaleńczemu atakowi odziału krasnoludzkiego udało się odrzucić taran spod bramy. Teraz jazda przygotowywała się do kontrataku. Zaczęło świtać. Deszcz przestał padać i chmury nieco rozstąpiły się. Gdy pierwsze promyki słońca odbiły się od błyszczących zbroi rycerstwa Solace, w sercach obrońców wzrosła nadzieja. Dźwięk surm wzbił się wysoko w powietrze, odbijając się od fimamentu i powrócił zwielokrotniony echem, jakby bogowie dodali do melodii swój akcent.
- Trzy! - bramy rozwarły się na oścież.
Najpierw powoli, niczym majestatyczny żółw ruszyła jazda przed siebie. Minęli dumnie bramę i rozsypali się w piękną tyralierę. Stanęli. Surmy znowu zagrały i znowu niebiosa pochyliły się nad rycerstwem. I oto pieśń czysta, a pełna męstwa, rozległa się na równinie, przepełniając serca mieszkańców dumą, a serca napastników grozą. I trwała ta pieśń bohaterska, opowiadając o czynach chwalebnych, o miłości, o ojczyźnie... Mówiła o dawnych herosach i zapomnianych bogach. Jazda ruszyła, lecz pieśń nadal mknęła ku swemu przeznaczeniu. Proporce Solace dumnie powiewały na długich kopiach, niosąc złą nowinę najeźdźcy. Rycerze zamknęli przyłbice i skończyli śpiewać, lecz pieśń grała nadal - pośród drzew, dolin i lasów, powtarzana przez wiatr. Stęp przeszedł w kłus, a kłus w galop. Pancerna pięść Solace ruszyła zgnieść pyszałków. Niezorganizowane watahy szturmujące miasto rozbiegły się w popłochu.

- Królu mój - zdyszany rycerz wbiegł do namiotu króla Qualinostu - Rycerstwo Solace przeprowadza pancerny kontratak!
- Cóż z tego? - odpowiedział władca, unosząc nieznacznie brew i dopijając wino - Szyć z łuków i katapultami ostrzelać, postawić piki a pawęże. Gdy wbiją się klinem zaatakować z flanki. Co, ja mam was taktyki uczyć?
- Nie panie... My... Tak panie, tak się stanie.

- Przekręcić Łyżeczkę o pięć stopni, lina na dwa łokcie, ognia!
- Haha, trzech!
- O dwa stopnie, lina na...

Jazda poczynała w imię boże. Niewielkie straty spowodowane ostrzałem artyleryjskim i łuczniczym nie mogły jej powstrzymać. Pancerne konie z łatwością przebiły się przez las pik, tratując knechtów Qualinostu, a rycerze nadziewali ich na swoje kopie. W końcu kopie się złamały, więc pancerni dobyli mieczy. Siecząc na lewo i prawo, kwiat rycerstwa Solace wyżynał krwawą ścieżkę w lesie nieprzyjaciół. Już dwa razy o mały włos wojsko Qualinostu nie złamało szyku i nie rzuciło się do panicznej ucieczki, jednak dowódcy dwurotnie przywrócili porządek. Straty po stronie Qualinostu były potworne, pancerni stracili prawie połowę ludzi. Konni wybili się ze stłoczonej masy ludzkiej, zawrócili i przygotowali się do kolejnej szarży. Wtem ziemia się zatrzęsła, a konie stanęły dęba. Niebo znowu zasnuło się czarnymi chmurami i znowu słońce zniknęło. Błyskawice poczęły z chmur onych uderzać, osobliwie blisko jazdy Solace. Ci strwożyli się wielce - walka człowieka z człowiekiem nie była im pierwszyzną i jej się nie bali. Jakże jednak z czarami się mierzyć? Znowu zatrzęsła się ziemia i jeszcze więcej konnych padło na ziemię. Dowódcy Qualinostu zebrali tym czasem swoich podkomendnych i rozkazali atakować. Ci, podniesieni na duchu, skoczyli na wijących się po ziemii rycerzy. Opadali we trzech jednego i tak długo walili maczugami, aż metal z mięsem tworzyły zadziwiającą mieszaninę. Jeźdźcy próbowali się przegrupować, lecz bezskutecznie. W końcu trębacz dał znak do odwrotu. Ścigani przez błyskawice, kamienie, strzały i obelgi, wracali pobici do domu rycerze Solace. Konnym zdało się, iż ktoś skanduje jakieś słowa, lecz ginęły one w chaosie dźwięków wojennych.

CDN...
Ostatnio edytowano Pt gru 19, 2003 4:22 am przez Tzeentch, łącznie edytowano 4 razy
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Thail » Wt paź 14, 2003 8:21 pm

Hmmmm nie wiem co o tym myśleć, ale forum opowiadań NIE należy kasować !!! :evil:
Po pierwsze forum to podchodzi pod forum laca. Na tamtym forum obowiązują pewne zasady, które musimy przestrzegać bo się na nie zgodziliśmy resjestrując się na forum. Zamiast kasować całe opowiadakno było po prostu zmienić kilka szczegółów, np:
Zamienić awatar na ... heh niech pomyślę ... :alkoholik: eeeee na powiedzmy : Akolita :grin: lub coś innego.
Nie wiem sam, ale szkoda opowiadania i tyle :eh:
Poza tym robi się coraz ciekawsze :grin:
Hmmmm i Slaa nie dokuczyłeś teraz Lamowi tylko innym graczom, którzy tak jak Kalia nie zdążyli przeczytać wcześniejszej częsci :???:
Pozdrawia :alkoholik: Thail ( Który jak się nie weźmie za nauke to będzie mógł do siebie mówić : Wieczny Student )
Za błędy przepraszam.
"Nigdy nie kłóć się z debilem, najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem".
"Naród Polski jest wspaniały, tylko ludzie kurwy" -J. Piłsudski
Emblemat użytkownika
Thail
 
Wiadomości: 1854
Dołączył(a): Cz lut 20, 2003 1:57 am
Lokalizacja: Z Wyspy Lodoss (SKO)

Wiadomośćprzez Tzeentch » Wt paź 14, 2003 8:46 pm

Skasowałem WSZYSTKIE swoje opowiadania, jeśli nie zauważyliście. Po korekcji błędów wszystkie też zostały przywrócone.
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Gerino » Wt paź 14, 2003 9:29 pm

Po pierwsze jedna moja uwaga: Też pisze o rozwałce solace, wiec nie marudzic potem ze plagiat.
Po drugie:
smagnął batem w zad swojego wierzchowca oraz giermka

Giermka też w zad?
I po trzecie:
kwiat rycerstwa Solace

Tak mówili o tych, co szli pod Tannenberg bić dzikusów ze wschodu, kwiat rycerstwa Europy. I kto dostał w jape?
“Though I walk through the valley of the shadow of death, I will fear no evil,” yeah, because I’m the wickedest sonofabitch you’re gonna find down here.
Emblemat użytkownika
Gerino
 
Wiadomości: 2179
Dołączył(a): Wt wrz 24, 2002 6:23 pm

Wiadomośćprzez Malis » Śr paź 15, 2003 1:34 pm

Slaa specjalnie dla Ciebie : Podoba mi się:]
Noc jest zła, jest zła, jest zła.....
Malis
 
Wiadomości: 198
Dołączył(a): Wt cze 10, 2003 2:42 pm
Lokalizacja: Wrocław

Wiadomośćprzez Lam » Cz paź 16, 2003 3:13 pm

Niezły unik z tym aevandirem, czy jak mu tam. Mogę jedynie się czepić, że właściwie opowiadania nie powinny być adresowane tylko do wampirów, które mogą zrozumieć słowa w ich gwarze...
Emblemat użytkownika
Lam
władca Leanderu
 
Wiadomości: 2883
Dołączył(a): Pn maja 28, 2001 2:00 am
Lokalizacja: 22°17' E - 52°11' N

Wiadomośćprzez Tzeentch » Cz paź 16, 2003 3:19 pm

To są wspomnienia Slaanesha, który posługuje się gwarą wampirzą :)
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Nieobecny » Śr gru 17, 2003 2:19 pm

ładnie tutaj
Emblemat użytkownika
Nieobecny
 
Wiadomości: 143
Dołączył(a): Wt lut 04, 2003 5:35 pm
Lokalizacja: z Mordu

Wiadomośćprzez Lam » Śr gru 17, 2003 6:43 pm

nieobecni racji nie mają
Emblemat użytkownika
Lam
władca Leanderu
 
Wiadomości: 2883
Dołączył(a): Pn maja 28, 2001 2:00 am
Lokalizacja: 22°17' E - 52°11' N

Wiadomośćprzez Tzeentch » Pt gru 19, 2003 4:12 am

Dotknięcie zimnych warg na szyi obudziło ją. Otworzyła oczy i uśmiechnęła się - znowu ją nawiedził. Zawsze budził ją w ten sam sposób. Oprócz efektu wybudzenia ze snu, ten gest miał także inne, głębsze znaczenie - nigdy kły nie zatopiły się w jej ciele, choć bardzo tego pragnęła.
Wampir zasiadł na małym, nocnym stoliku, jak to zawsze miał w zwyczaju. Machnięciem ręki sprawił, iż złota lampka oliwna zaczęła promieniować nikłym blaskiem. Felicja podniosła się do pozycji siedzącej, uprzednio wkładając sobie poduszkę za plecy.
- Witaj, książę... - jej uśmiech był rozbrajający, choć doskonale wiedziała, że nie znosił, gdy tak się do niego zwracała.
- Witaj Felicjo. Mam nadzieję, że masz czas.
Zawsze o to pytał, choć nieraz mówiła mu, że dla niego ma zawsze czas. Była to część ich rytuału.
- Oczywiście. Dla ciebie zawsze mam chwilkę.
Rozmawiali o wielu rzeczach. O życiu, magii, o pięknie nocy, o gwiazdach... Zawsze bylo o czym rozmawiać. Na końcu zawsze jednak wracali do jednego - dlaczego jeszcze wampir nie obdarzył Felicji mrocznym darem. Nie inaczej było tym razem...
- Chcę to zobaczyć, mój drogi. Chcę wreszcie poczuć to w sobie.
- Nie wiesz o co prosisz, droga Felicjo - jego głos był miękki, lecz dało się wyczuć napięcie...
- Wiem. Marzę o tym. Takie jest moje przeznaczenie i ty dobrze o tym wiesz! - kobieta nie rezygnowała.
- Nie! - wampir gwałtownie zerwał się ze stolika - Ja już nic nie wiem! Sądzisz, że tego nie pragnę? Sądzisz, że samotność mi nie doskwiera? Codziennie pastwi się nade mną, wbijając swoje szpony w moje serce, wyrywając codziennie resztki człowieczeństwa, które tkwią we mnie!
- A więc zrób to! Daj mi to, czego chcę!
- NIE! Nie skażę cię na karę, która na mnie ciąży! Nie proś, błagam!
Felicja miała już tego dość. Sądziła, że wampir droczy się z nią tylko, że specjalnie przedłuża... Sądziła, że to jest jakaś karykatura gry wstępnej. Trwała ona już stanowczo zbyt długo. A Felicja chciała spełnienia... Wstała i pokazała ożywieńcowi swoją szyję.
- Gryź!
Wampir utkwił wzrok w pulsującej tętnicy Felicji. Czerwone pragnienie pulsowało mu w skroniach, lędźwiach, sercu. Jego noga prawie zrobiła krok w stronę kobiety, jego ręka prawie wyciągnęła się, aby schwycić brutalnie jej szyję, a kły wysunęły się na pełną długość...

Prawie.

- NIE! - usta wypowiedziały słowa, których nienawidził. Odwrócił się do okna i spojrzał w noc. Gwiazdy murgały do niego.
- A więc wynoś się stąd! Wynoś się z mojego życia... Nie chcę cię więcej widzieć! - krzyknęła kobieta.
Wampir odwrócił się zaskoczony... Rozwarł usta, aby coś powiedzieć, lecz zamiast tego wydał zduszony jęk. Spojrzał na nią. Stała w koszuli nocnej, ręce trzymając przy talii. Pięści były zaciśnięte... Twarz była obrazem wściekłości.
Wampir powoli odwrócił się do okna. Zacisnął mocno powieki, jego ciałem wstrząsnął dreszcz... Tyle uczuć kłębiło się w jego sercu... Gdyby wtedy wydostały się na zewnątrz, niewątpliwie nad miastem przez siedem dni i siedem nocy szalałaby burza... Po bladych policzkach spłynęły krwawe łzy. Nic nie powiedział. Jego postać zamigotała i wtopiła się w mrok.

Przez kilka następnych nocy ludziom zdawało się, iż słyszą żałosne zawodzenie... Jakby jakiegoś zranionego drapieżnika...

Kapitan straży Midgaardu rzucił wściekłe spojrzenie na swoich podkomendnych. Na stole przed nim leżał kawałek pergaminu.
- Wiecie, co jest napisane na tym pergaminie? - spytał retorycznie, jako, że nikt z obecnych nie umiał czytać.
- Otóż powiem wam - to jest nitka, na której wisi nasza praca. I, proszę was, wygląda na to, że niedługo się urwie. I polecimy na pysk. Dobrze będzie, jeśli na ziemię, a nie loszkowe klepisko.
Pośród strażników zapanowało poruszenie.
- Otóż na tym pergaminie jest napisane, moi drodzy, iż jeśli nie zapłaci burmistrz Midgaardu pewnej sumy (a nie powiem wam jaka to suma, bo jeszczeście gotowi uciekać z miasta), dzieci prominentów zostaną stracone. A, widzę wasze głupie miny... Otóż tak - dzieci prominentów zostały uprowadzone, zniknęły. A teraz niespodzianka: na naszych głowach ciąży obowiązek ich odbicia.
- Kto zniknął i jak? - spytał nieśmiało kapral.
- Dobre pytanie, kapralu. Jak jesteście trzeźwi, to wykazujecie objawy posiadania czerepu. Oczywista to, co wewnątrz powinno być, już dawno wytępiliście bimbrem. Otóż było to tak...

"Tera odbiję się za lata spędzone jako atrakcja turystyczna. To miasto czci Lama, niech więc płaci za moje, kurwa, uwięzienie" - myślał Thalgrim wędrując cichutko po pałacu jednego z możnych miasta. Ominął strażników, którzy niczego nie zauważyli. Nie mieli prawa - jeden z członków bandy Thalgrima był magiem. Rzucił na uprowadzających niewidzialność, by ci szybko i sprawnie wykonali swoje zadanie. Pięć trzyosobowych grup w różnych miejscach miasta właśnie przeprowadzała największą operację terrorystyczną w historii Leanderu. Plan był cudownie prosty: w jednym czasie wszystkie niewidzialne grupy wchodzą do pałaców możnych miasta, uprowadzają jakąś ważną osobę, uprzednio rzucając na nią czar niewidzialności z różdżek, w których mag zaklął swoją moc i szybka ucieczka. A potem wysłanie żądań.
Po chwili Thalgrim i jego kompani znaleźli się przy drzwiach do sypialni syna właściciela banku midgaardzkiego. Krasnolud uśmięchnął się w duchu. Chłopak nawet nie pisnął, gdy bandyta uderzył go w tył głowy, by zasnął jeszcze głębiej. Zaczarował dzieciaka różdżką i przewiesił go przez plecy. Po chwili grupa, z Thalgrimem na czele, była już na zewnątrz i szybkim krokiem kierowała się do swej kryjówki poza miastem.
- Ciekawe, jak idzie innym grupom. - szepnął.

Nagle zebranie dowódców straży przerwał jeden z niższych rangą strażników.
- Czego? - warknął dowódca.
- Znaleźliśmy jaśnie pannę Felicję, córkę burmistrza - rzekł zmęczony strażnik - Pętała się w koszuli nocnej po parku.
- CO??

- Wystarczy, że przejdziemy przez park i będziemy prawie w domu - rzekł przewodzący grupie, która wdarła się do pałacu burmistrza. Czar nadal trwał. Jeden z jej członków niósł kobietę ubraną jedynie w koszulę nocną, lecz oczywiście tylko osoby mogące przeniknąć niewidzialność mogłyby to zobaczyć. Wtem niesiona kobieta wydała jęk. Na dodatek niewidzialność poczęła się rozpraszać. Grupa przystanęła.
- Kumotrzy, czekajta chwilę. Zejmijta niewidkę. - cała trójka przystanęła i powoli się zmaterializowała. Ten, który niósł jęczącą kobietę, brutalnie rzucił ją na ziemię.
- Ale żeś ją walnął słabo. Nawet baby nie umiesz uciszyć porządnie. - chichotał zezowaty. Dziewięciopalcy mężczyzna, który niósł kobietę, spojrzał koso na zezowatego.
- Zamknij się. Baba się budzi, na dodatek czar spadł.
- I co teraz? - mruknął wysoki półelf.
- Jak to co. Damy znowu w łepetynę i wio. W różdżce jest jeszcze troszkę mocy.
Kobieta znowu jęknęła. Otworzyła oczy i zrazu nieprzytomnym wzrokiem wodziła po mężczyznach. Po chwili dotarło do niej wszystko i zaczęła zbierać powietrze w płucach, aby krzyknąć.
- Wrzaśniesz i przetrącimy ci łeb - warknął dziewięciopalcy.
- He, patrzta, jakie smukłe udka, he, hrum, może byśmy tak wychędożyli, co? - zezowaty oblizał wargi.
- Mi wszystko jedno - szepnął półelf.
Dziewięciopalcy spojrzał na kobietę...
- Ta, łakomy kąsek. No dobra, kumotrzy, szef nic o pochędówie nie mówił. Ja pierwszy.
I dziewięciopalcy począł ściągać spodnie. Felicja, bo ona to była, zbladła jako ściana. Czy to przez groźbę, czy to przez przerażenie, żaden dźwięk nie wydobywał się z ust kobiety, gdy dziewięciopalcy z potężną erekcją rozpoczął rozchylanie nóg córki burmistrza.

Coś się poruszyło.

Wtem dziewięciopalcy został szarpnięty z wielką siłą w tył. W następnej sekundzie leżał ze skręconym karkiem. Zezowaty spróbował wyciągnąć miecz z pochwy... Dłoń zaopatrzona w pięć długich na cal pazurów rozorała mu gardło. Zataczając się chwilkę padł bez życia na twarz. Półelf odwrócił się i pomknął w mrok. Jakiś cień podążył za nim.

Felicja tylko usłyszała stłumiony krzyk. A potem odgłosy ssania. Ciało nadal odmawiało współpracy. Leżała zatem i czekała na rozwój wypadków. Po chwili z mroku wyłoniła się wysoka, blada postać. Wampir otarł białą, haftowaną chustką usta z posoki. Natychmiast go poznała.
- Dziękuję... - szepnęła Felicja - Przybyłeś, aby mnie uratować.
Wampir spojrzał na nią.
- Mylisz się, Felicjo. Byłem głodny. A krew półelfów ma wyborny smak.
Powiedziawszy to, wampir odwrócił się do Felicji plecami, zamierzając odejść.
- Slaanesh... Wróć do mnie... Przepraszam za ostatnią noc...
Slaanesh przystanął, odwrócił nieznacznie głowę.
- Za późno. Może teraz poczujesz, czym jest samotność. Moje serce już się wykrwawiło.
Mrok pochłonął wampira.
Kobieta poczuła pustkę. Z całą mocą dotarło do niej, iż nie doceniała tego, co miała. Łzy pociekły po policzkach Felicji niekontrolowanym strumieniem.

CDN...
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Sawantra » Pt gru 19, 2003 8:14 am

Slaa co tu dużo powiedzieć :) wyjebiste opowiadanka i tyle :) bardzo mi się podobało nawet musze przyznać że lepsze opowiadanie od tych co mój brata pisze chodź niedawno były dla mnie najlepsze.
Niech Lam ma Thaila w swojej opiece :)
Emblemat użytkownika
Sawantra
 
Wiadomości: 92
Dołączył(a): N maja 11, 2003 5:10 pm
Lokalizacja: Skarżysko-Kam

Wiadomośćprzez Kalia » Pt gru 19, 2003 10:25 am

Ojejkujejku!!! To było piękne.. Eh..
"Ani mnie zgnębią zórz krwawe zawiście,
Ni złote groźby słonecznej potęgi!
Grzbiet mój na złość słońcu czerni się plamiście
w przeciwsłoneczne, przeciwzłote pręgi!"
Emblemat użytkownika
Kalia
 
Wiadomości: 181
Dołączył(a): So mar 29, 2003 9:25 pm
Lokalizacja: Toruń

Wiadomośćprzez Gerino » Pt gru 19, 2003 5:50 pm

Nie przerywajcie bajarzu; dalej, dajcie mu piwa!
“Though I walk through the valley of the shadow of death, I will fear no evil,” yeah, because I’m the wickedest sonofabitch you’re gonna find down here.
Emblemat użytkownika
Gerino
 
Wiadomości: 2179
Dołączył(a): Wt wrz 24, 2002 6:23 pm

Wiadomośćprzez Sirith » Pt gru 19, 2003 5:58 pm

Piwa? Krwi świeżej, powiadam, krwi mu dać!
"Welcome to dying!"
"Ashes to ashes, dust to dust..."
Emblemat użytkownika
Sirith
 
Wiadomości: 158
Dołączył(a): So kwi 26, 2003 9:47 am
Lokalizacja: Gildia Złodziei w Leanderze

Wiadomośćprzez Khrell » Pt gru 19, 2003 6:16 pm

Brawo, brawo, wyborne :)
Khrell
 
Wiadomości: 474
Dołączył(a): Pt kwi 11, 2003 7:21 pm

Wiadomośćprzez Tzeentch » So gru 20, 2003 12:46 am

Wybaczcie, że zamieszczę opowiadanie, które nijak się ma do obecnych wydarzeń... Powiedzmy, że to jest mały powrót do przeszłości... Nie oczekuję, że Wam się spodoba. Poniższe opowiadanie ma w sobie dużo osobistego ładunku.

Miłej lektury...
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Monument.

Wiadomośćprzez Tzeentch » So gru 20, 2003 12:47 am

Miłość... Oddanie... Uczucie... Emocje...

Stary drwal siadł pod drzewem... Wziął swój mały, skórzany plecaczek. Wyjął z niego drugie śniadanie, które od śmierci żony musiał sobie sam przyrządzać... Ileż to lat minęło, od momentu, gdy się spotkali... Niedługo będzie trzydziesta rocznica... Żując chleb myślał o przeszłości...

Miłość...

Para kochanków wesoło ganiała za sobą wokół młodziutkiego dębu. Raz jedno doganiało drugie, co chwilkę ktoś zmieniał kierunek. Śmiech niósł się w bór, hen, daleko... W końcu chłopak pochwycił dziewczynę w stalowy uścisk, a tak delikatny, iż podmuch wytworzony przez lecącego kolibra wydawał się wichurą... Spojrzeli na swoje promienne twarze. Zakochani wpatrywali się w swoje oczy, przesłonięte mgłą miłości. Ich usta zbliżyły się do siebie... Pocałunek wdarł się w ich ciała, niczym narkotyk docierając do każdej komórki, wprawiając ją w drganie. W końcu wszystkie komórki ich ciał zaczęły drgać w jednym rytmie. W rytmie miłości. Ciepłe prądy przenikały ich gorące ciała, wypalając w duszy tatuaż serca...
Żadne z nich nie chciało przerwać tej ulotnej chwili, magicznej nitki łączącej ich dusze... Nitki, która łączyła mocniej, niz stalowe łańcuchy. W końcu, z ociąganiem, oderwali swoje usta od siebie... Patrzyli sobie w oczy, by choć przez kilka sekund nić przetrwała...
- Elareil... Jesteś tą osobą, która wydobyła ze mnie wszelkie uczucia... Uczucia, których nigdy nie byłem świadomy... Jesteś esencją mojego życia, mojej egzystencji... - rzekł chłopak nadal wpatrując się w oczęta swojej wybranki...
- A ty, drogi memu sercu Fatherilu, jesteś dla mnie najdroższym klejnotem, który mógłby kiedykolwiek zalśnić na mej skroni...
- Wyjdziesz za mnie? - spytał chłopiec. Pytanie zawisnęło niczym nietoperz na skalnej grani, by chwilkę odpocząć i dalej puścić się w przestworza...
- Tak - to proste słowo zabrzmiało jak delikatne dzwoneczki, jak śpiew słowika, który obwieszcza nadejście nowego dnia z taką pasją, jakby nadeszła nowa era.
Chłopiec przytulił się do dziewczyny... Znowu gorąco przeniknęło ich ciała... Po chwili, gdy ochłonęli, chłopak wyjął kozik i zaczął delikatnie nacinać korę drzewa... Po chwili na jego korze powstał obraz serca...
- To nasz pakt. Niech to serce wzrasta wraz drzewem, niczym nasza miłość.

Oddanie

Kobieta nachyliła się nad czołem chorego męża... Otarła miękką szmatką jego gorące czoło... Nagły dotyk sprawił, iż mężczyzna otworzył oczy. Spojrzał na nią niewidzącymi oczyma.
- Jestem przy tobie, opoko mego serca... - szepnęła kobieta.
Z ust Fatherila wydobył się jedynie stłumiony jęk. Musiał bardzo cierpieć. Zaraza dotknęła całą wioskę. Nikt, kogo nawiedziła choroba nie przeżył. Kobieta wiedziała o tym. Jednak...
- Nie pozwalam ci umrzeć. Jeszcze przyjdzie na to czas.
Słowa te weszły przez uszy chorego mężczyzny... Niesione przez nerwy dotarły do serca, choć wydawało się, iż mężczyzna nie rozumiał ani słowa. Zdało się, iż serce zaczęło szybciej bić... Pompując dobroczynne substancje do chorych tkanek...
- Miłość jest najlepszym lekarstwem. - rzekła kobieta przez łzy.
Mężczyzna wymówił jej imię.
- Elareil... Na dobre i na złe. Póki śmierć nas nie rozłączy.

Uczucie

- Prochem jesteś i w proch się obrócisz - smutnym głosem recytował kapłan starozytną formułę. Czterech barczystych krasnoludów poczęło spuszczać trumnę w jamę grobu... Mężczyzna stał nad nim i płakał... Łzy szczere i prawdziwie słone spływały po jego policzkach... Tyle lat razem... Dwadzieścia pięć wiosen wspólnego życia... Po takim czasie twarz kobiety była poorana zmarszczkami, będąc świadectwem upływających lat. Gdy umierała trzymał jej dłoń... Ostatnie słowa jego żony brzmiały: "Mój ukochany... Muszę cię zostawić teraz... Żyj, a ja będę żyła w tobie. W naszych dzieciach A gdy i na ciebie przyjdzie czas, powitam cię u bram raju. Ucałuję... I znowu, młodzi, będziemy biegać wokół dębu.".
- To nie jest początek końca... To jest powrót do istoty stworzenia... Powrót do swojego jestestwa... Powrót do niewinności...
Kontynuował kapłan. Mężczyzna, wraz z dziećmi, wziął grudkę ziemi i wrzucił ją do grobu...

Emocje

Stary drwal spojrzał na drzewo... Na jego korze wciąż było widać serce, które kiedyś jakiś młodzieniec wytatuował na młodym wtedy jeszcze drzewie... Teraz serce było częścią starego dębu... Stare, ciemne, obrośnięte korą. Poszerzyło się znacznie... Urosło... Osiągnęło dojrzałość.
A na dole widniał znak, którym drwale raczyli znaczyć drzewa przeznaczone do ścięcia...
Drwal patrzył na serce, które sam, trzydzieści lat temu, wyrzeźbił w korze drzewa... Obrazy z jego życia płynęły przed wodnistymi oczyma, niczym w kalejdoskopie... Stary drwal wziął wodę ze swojego bukłaka i począł pracowicie ścierać znak drwali... Gdy ukończył, ucałował serce...
- Rośnij dalej symbolu naszej miłości... Niech siekiera ni ogień się ciebie nie ima. Gdy mnie już
zabraknie będziesz świadczyć o tym, co przeminęło, a przecież prawdziwa miłość trwa wiecznie.
Drwal zebrał swoje narzędzia i ruszył w stronę domu, co chwilkę ocierając oczy z łez wzruszenia.

Slaanesh patrzył na starca wracającego do domu. Czytał jego myśli... Przybył tutaj, aby nasycić czerwone pragninie... Gdy jednak zagłębił się w przeszłość starca, poczuł taką sytość, iż żadna krew nie mogła napełnić jego serce bardziej. Wampir czuł w sobie... Miłość, oddanie... Uczucie, emocje...
"Idź starcze w pokoju... Dałeś mi dzisiaj coś więcej, niż krew. Dałeś mi posmakować nektaru życia, którego nie czułem od setek lat" - na głos rzekł Slaanesh.

Zasypiający wampir czuł błogość. Odzyskał wiarę.
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Thail » So gru 20, 2003 1:02 am

Bardzo dobre opowiadanie !
Doskonale oddaje uczucia głównych bohaterów. Ja dążę do tego cały czas, lecz nie można oddać do końca tego w co się samemu nie wierzy ...
Pisz dalej Tzeentch !!!
... Może znów uwierzę ... :smile:
"Nigdy nie kłóć się z debilem, najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem".
"Naród Polski jest wspaniały, tylko ludzie kurwy" -J. Piłsudski
Emblemat użytkownika
Thail
 
Wiadomości: 1854
Dołączył(a): Cz lut 20, 2003 1:57 am
Lokalizacja: Z Wyspy Lodoss (SKO)

Wiadomośćprzez Khrell » So gru 20, 2003 7:22 pm

Brawo! :) Opowiadanie baardzo mi się podoba, pisz, bo Twoje słowa sprawiają przyjemność czytelnikowi.
Khrell
 
Wiadomości: 474
Dołączył(a): Pt kwi 11, 2003 7:21 pm

Wiadomośćprzez Kalia » So gru 20, 2003 10:46 pm

Popłakałam się.. :cry:
"Ani mnie zgnębią zórz krwawe zawiście,
Ni złote groźby słonecznej potęgi!
Grzbiet mój na złość słońcu czerni się plamiście
w przeciwsłoneczne, przeciwzłote pręgi!"
Emblemat użytkownika
Kalia
 
Wiadomości: 181
Dołączył(a): So mar 29, 2003 9:25 pm
Lokalizacja: Toruń

Wiadomośćprzez Tzeentch » N gru 21, 2003 5:28 am

Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać... Kolejny mój kaleki płód, który nie trzyma sie wątku wojny z demonem...
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Mądrość.

Wiadomośćprzez Tzeentch » N gru 21, 2003 5:30 am

Chłód wnikał w kości przypominając nieznośnie o tym, iż życie jeszcze tli sie w człowieku. Leżał na swoim łożu śmierci i czekał na nią z utęsknieniem. Ona jednak nie nadchodziła... Był młody, a jednak pragnął umrzeć. Nie znajdował sensu swojej egzystencji. Był pisarzem. A przynajmniej pragnął nim być. Jednak wszystkie jego dzieła wydawały mu się wyprane z jakiegokolwiek artyzmu... Uczuć. Jego postaci wydawały się bezduszne, a dialogi sztuczne. Tak... To nie ma sensu. Postanowił, iż ta noc będzie jego ostatnią. Świece w rogach komnaty rzucały smętne cienie na ściany. Mężczyzna wpatrywał się w sufit. Mrok, zrazu czarny, powoli zmieniał kolory, aż w końcu eksplodował feerią barw. A po chwili kolory poczęły formować obrazy. Leżący mężczyzna widział kawałki swojego krótkiego życia, które, niczym puzzle, układały się w jedną całość. Widział także obrazy, jakby wyjęte żywcem z majaków szaleńca. A czasem wizje, które zdawały się odbiciem raju. A potem wszystko się urwało i mężczyzna zamknął oczy.

Dotyk.

Leżący mężczyzna uniósł raptownie powieki. Odwrócił głowę i spojrzał w ciemność. Na początku wpatrywał się w nicość... A potem powoli zaczął dostrzegać kształt... Najpierw zobaczył jakiś wysoki na dwa metry słup szarości... A potem w tej szarości pojawiły się ręce... Piersi... Kibić... A na końcu twarz... Twarz wyjątkowo piękna, acz smutna... Cała kobieta była okryta długą, ciemną suknią... Długie, srebrzyste włosy powiewały na niewyczuwalnym wietrze.
- Kim... - chciał zapytać niedoszły pisarz, lecz nagle wszystko zrozumiał - Przyszłaś po mnie... Moje wybawienie...
Kobieta stojąca przy łożu uśmiechnęła się lekko, jej oczy spojrzały w duszę człowieka. Choć kobieta nie otworzyła ust, jej głos zagrał na strunach jestestwa mężczyzny, niczym harfiarka grająca na swym delikatnym instrumencie, a słowa były kojące i dające rozkoszne poczucie bezpieczeństwa.
- Assalinaenie... Bardzo jestem rada ze spotkania z tobą... Ale nie przyszłam po ciebie. Przyszłam życzyć ci powodzenia...
- Powodzenia? Czyż w twoich objęciach można mówić o przyszłości? - szepnął pisarz.
- Wybacz - z prawdziwą żałością przesłała myśl - Nie są ci pisane moje ramiona...
- Ale ja chcę umrzeć! Nie ma dla mnie miejsca na tym świecie! Czyż nie widzisz, że jestem w środku pusty?
- Wydaje ci się. Zamknąłeś się w tej komnacie i próbowałeś opisać na pergaminie uczucia, których nigdy nie wykrzesałeś w swoim sercu... Czyż można zachwycać się smakiem wina, którego nigdy się nie zakosztowało? Wstań z tego łoża... Poznaj życie, poznaj uczucie... A potem pisz.
Mężczyzna rzucił się na kolana, by ucałować rękę bladej niewiasty, lecz pochwycił jedynie powietrze... Przez okno wpadły pierwsze promyki słońca.

Minęło kilka lat. Assalinean poznał młodą kobietę, w której zakochał się bez reszty. Współnie spędzali wiele czasu na rozmowach, pocałunkach lub też po prostu wpatrując się w swoje oczy... Dni mijały beztrosko. Pisarz często nosił swoją wybrankę na rękach, wyobrażając sobie, jak wnosi ją do wspólnego mieszkania. A gdy wieczorem się rozstawali, Assalinean siadał przy biurku i pisał...
Pewnego wieczoru, tuż po pożegnaniu swojej ukochanej, mężczyzna, jak zwykle, zabrał się do pisania kolejnej stronicy swojej powieści. Właśnie, gdy opisywał wesołą biesiadę przy ognisku, powiał wiatr i zgasła lampka... Assalinean znowu to poczuł... Nie odwracając głowy rzekł:
- Miałaś rację... Teraz wiem, co to uczucie. Kocham i jestem kochany. Moje postaci mają w sobie iskrę życia.
Nie usłyszał odpowiedzi. Zamiast tego wiatr wdarł się ponownie przez okno i rozwiał luźne karty pergaminu z powieścią po całym pokoju... Zdziwiony mężczyzna odwrócił się, lecz nikogo nie zobaczył... Zaczął zbierać rozrzucone kawałki pergaminu z podłogi.

Drzewa urosły o kolejny metr, a broda Assalineana posiwiała i, tak jak drzewa, znacznie się wydłużyła. Jego twarz pokryła się zmarszczkami, a mądre oczy wpatrywały się w gorejący płomień. Jego powieść była już prawie ukończona, gdy Assalinean podarł ją wiele lat temu na wióry. A potem zaczął pisać ją od nowa. Patrząc w migoczący płomyk wspominał tamte czasy... Wtem płomyk zamigotał, uginając się pod lekkim powiewem wiatru...
Poczuł czyjąś obecność.
Odwrócił się i w mroku dojrzał jakąś wysoką postać.
- Witaj znowu... - szepnął starzec - Miałaś rację. Gdy ostatni raz mnie odwiedziłaś poznałem tylko jedną stronę życia... Tę słodką. Dopiero, gdy moja ukochana zostawiła mnie dla innego zrozumiałem, że aby poznać pełnię żywota trzeba poczuć miłość i nienawiść, szczęście i gorycz. Oto podarłem tamtą powieść i rozpocząłem pisanie nowej - nie tak radosnej, a przecież o wiele prawdziwszej, lepiej oddającej sedno życia. Jednak stary już jestem i nigdy nie dokończę mego dzieła.
Postać w mroku drgnęła. Starzec kontynuował.
- A teraz, w jesień mej egzystencji przychodzisz, aby porwać mnie wreszcie w swoje ramiona... Teraz żałuję, że muszę odejść, ale... Jestem gotowy!
Z mroku popłynął dźwięczny, acz niewątpliwie męski głos:
- Nie jestem tym, kim sądzisz, iż jestem... Niewątpliwie jednak dziś znajdziesz się w moich ramionach, Assalineanie.
Postać zbliżyła się do mężczyzny i wyciągnęła ku niemu swoją bladą dłoń. Pisarz ujął ją i z trudem wstał. Mężczyzna odrzucił kaptur... Krwistoczerwone oczy spogladały łagodnie, promieniując miłością. Usta rozchyliły sie, ukazując długie, pożółkłe kły.
- Assalineanie! Oto daję ci wieczność na ukończenie twojej powieści! - szepnął Slaanesh do ucha pisarzowi, a potem zatopił zęby w jego szyi.

Assalinean poczuł nieopisaną słodycz... Nagle, gdzieś w zakamarkach jego duszy, usłyszał głos, a był to głos brzmiący jak struny harfy:
- Powodzenia...
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Arvena » N gru 21, 2003 11:16 am

Wiem co czuła Felicja! :cry: Ale wiem też o co chodziło Slaaneshowi...
Nie ma to jak przekonać się na swojej skórze...
...
Emblemat użytkownika
Arvena
 
Wiadomości: 80
Dołączył(a): So lis 08, 2003 10:42 pm

Wiadomośćprzez Khrell » N gru 21, 2003 3:53 pm

Teraz naprawde jesteś tym, który zmienia drogi, Tzeentchu!
Khrell
 
Wiadomości: 474
Dołączył(a): Pt kwi 11, 2003 7:21 pm

Wiadomośćprzez Tzeentch » N gru 21, 2003 6:31 pm

Tak... Napisałem już 9 opowiadań... Każde z nich spotkało się z ciepłym przyjęciem, co motywowało mnie do dalszej pracy. Ciekawi mnie, jakie opowiadanie podobało Wam się najbardziej... Prosiłbym, abyście zrobili osobisty miniranking. Pozwoli mi to pisać takie opowiadania, które najbardziej się będą podobać. Z góry dziękuję.
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Khrell » N gru 21, 2003 6:48 pm

Moim zdaniem w każdym jest coś fajnego. Opisy uczuć, sytuacji, walk, myśli.
Khrell
 
Wiadomości: 474
Dołączył(a): Pt kwi 11, 2003 7:21 pm

Wiadomośćprzez Arvena » Pn gru 22, 2003 10:16 am

Najlepsze opowiadanie było o Felicji! Wiesz dlaczego...;)
...
Emblemat użytkownika
Arvena
 
Wiadomości: 80
Dołączył(a): So lis 08, 2003 10:42 pm

Wiadomośćprzez Sawantra » Pn gru 22, 2003 6:20 pm

Nie wiem czemu ,ale i tak najbardziej mi się podobają opowiadanka Thaila coś w nich jest a w Twoich Slaa ich brakuje !! :)


PS. Ale przyznam są super !!!!
Niech Lam ma Thaila w swojej opiece :)
Emblemat użytkownika
Sawantra
 
Wiadomości: 92
Dołączył(a): N maja 11, 2003 5:10 pm
Lokalizacja: Skarżysko-Kam

Wiadomośćprzez Tzeentch » Pn gru 22, 2003 7:09 pm

Ja pytałem wyłącznie o swoje opowiadania, nie opowiadania innych autorów.

P.S. Czego brakuje?
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Sawantra » Pn gru 22, 2003 7:32 pm

:oops: Jak czytałam większość Twoich opowiadanek dostrzegłam że bardzo opierają się na wampirach (w końcu się nie dziwie się:),ale powinny być też inne rasy (które gdzie niegdzie są) . Uważam że mało jest świata Laca w tych opowiadaniach a zwłaszcza humoru na ani jednym się napewno nie śmiałam a prawdziwe opowiadania muszą mieć choć kapke słodyczy :/





PS. Nie zważajcie dziś na mnie głowa mnie BOLI :)
Niech Lam ma Thaila w swojej opiece :)
Emblemat użytkownika
Sawantra
 
Wiadomości: 92
Dołączył(a): N maja 11, 2003 5:10 pm
Lokalizacja: Skarżysko-Kam

...

Wiadomośćprzez Astera » Wt gru 23, 2003 7:39 pm

Slaaa jesteś wielki. Twoje opowiadania są świetne - no może pare błędów. Wydrukuje sobie i przeanalizuje dokładnie :)
Astera / And blood tears I cry, endless grifed remain inside /
Astera
 
Wiadomości: 15
Dołączył(a): N cze 08, 2003 2:49 pm

...

Wiadomośćprzez Astera » Wt gru 23, 2003 7:43 pm

Sprostowanie co do błędów: <joke>. Jak coś znajdę to powiem :)
Astera / And blood tears I cry, endless grifed remain inside /
Astera
 
Wiadomości: 15
Dołączył(a): N cze 08, 2003 2:49 pm

Wiadomośćprzez Tzeentch » Śr lip 28, 2004 1:21 am

Czy każde z naszych działań ma jakikolwiek sens? Czy w ogóle cokolwiek ma sens? Człowiek przenosi swoją dusze poprzez wymiary wszechświata, poznając coraz to nowe aspekty życia wiecznego. Człowiek, jak jego nazwa wskazuje, jest małpą obdarzoną rozumem. A choćby świat nie rozumiał tej prostej zależności, fizyczność i dusza bez siebie istnieć nie mogą. Małpiszoństwo człowieka jest iluzją, tak, jak małpa jest karykaturą człowieka. Wampir jest lękiem ludzkim, który zagnieździł się głęboko w psychice syna człowieczego, a miłość to debilizm wymyślona przez psychicznie chorych filozofów. Nie jest problemem poznanie przeszłości ani przyszłości, lecz właśnie teraźniejszość jest największym problemem istoty myślącej, albowiem wynika ze zbyt wielu rzeczy, jakie się w przeszłości popełniło. Przyszłość jest abstrakcją, a przeszłość mitem. Jedynie teraźniejszość jest realna... I w tę realność właśnie wgryza się wampir, a zęby jego penetrują duszę ludzką. Ale w świecie Laca wampir istnieje naprawdę. I to nas właśnie wciąga w świat Laca. Świat, który jest równie realny, jak nasza nieśmiertelna dusza.
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez Tzeentch » Śr lip 28, 2004 1:34 am

<autocenzura - debilizmy. :))>
Ostatnio edytowano Śr lip 28, 2004 9:07 am przez Tzeentch, łącznie edytowano 1 raz
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Wiadomośćprzez xxŁoś(EOB) » Śr lip 28, 2004 8:48 am

Hej, dzieci, jeśli chcecie, zobaczyć Laca świat...
Wyłaź z babilonu, wyłaź!
xxŁoś(EOB)
 
Wiadomości: 457
Dołączył(a): N sty 19, 2003 8:26 pm
Lokalizacja: 3km od miasta Kingston

Wiadomośćprzez Varena » Śr sie 11, 2004 2:49 pm

hmmm.... nie będę poprawiać, chociaż coś by sie znalazło, ale nie ma sensu... niesamowity klimat Slaa, aż mnie przytkało... napisz coś jeszcze...

P.S. tak Lamie mam nową klawiaturę. tamten szmelc zalany herbatą wylądował na śmietniku. mam nadzieję, że więcej błędów robić nie będę .
Pralka czyści, Pralka radzi, Pralka nigdy cię nie zdradzi!!!
Emblemat użytkownika
Varena
 
Wiadomości: 241
Dołączył(a): Cz cze 24, 2004 1:55 pm
Lokalizacja: z Mydlina

Wiadomośćprzez Lam » Śr sie 11, 2004 3:28 pm

W pierwszej linijce znalazłem tylko dwa (mała litera na początku zdania oraz "sie"). Faktycznie jest lepiej.
Emblemat użytkownika
Lam
władca Leanderu
 
Wiadomości: 2883
Dołączył(a): Pn maja 28, 2001 2:00 am
Lokalizacja: 22°17' E - 52°11' N

Wiadomośćprzez Varena » Śr sie 11, 2004 3:56 pm

nie chce mi się pisać dużych, więc tego nie robię. a 'sie' to rzeczywiście błąd. czy coś jeszcze mam poprawić?
Pralka czyści, Pralka radzi, Pralka nigdy cię nie zdradzi!!!
Emblemat użytkownika
Varena
 
Wiadomości: 241
Dołączył(a): Cz cze 24, 2004 1:55 pm
Lokalizacja: z Mydlina

Wiadomośćprzez Tzeentch » Wt paź 05, 2004 1:23 am

- Ja pierdolę - mruknął wampir próbując wyłuskać z zębów strzępki bogu ducha winnego stworzonka, które akurat się wampirowi pod zęby nawinęło. Strzępek owy zaklinował się między zębem mądrości (??) a trzonowcem, którego to trzonowca oczywiście wampir w ogóle nie potrzebował z racji wykonywanej profesji krwiojada. Zęba mądrości też nie potrzebował, bo mózg dawno zrobił "a kuku" i przemienił się w radosny kisiel dra Jana Pająka, który to kisiel podobno powstaje po gwałcie ludzkiej istoty przez lubieżnego sektoida (http://www.ruchoporu.org).

Po tym stwierdzeniu wampir rozejrzał się. Nie do końca wiedział po co - w końcu autor nie wiedział tak naprawdę jaka ma być fabuła tego opowiadania. No, ale rozejrzał się, ponieważ nic innego nie przyszło mu do głowy.

Zobaczył elfa.

"Więcej nie piję krwi bogu ducha winnego stworzonka. Picie egzotyków sprawia, że mam halucynacje" - pomyślał (??) wampir.

- Elf - wybełkotał wampir.
- No, elf... A co w tym dziwnego? - zdziwił się elf.
- Przecież wy nie istniejecie - stwierdził autorytatywnie wampir.
- Hehe - ucieszył się po elficku elf - o tym nie pomyślałem.
Emblemat użytkownika
Tzeentch
książę wampirów
 
Wiadomości: 1279
Dołączył(a): Śr maja 08, 2002 2:00 am
Lokalizacja: Szczecin

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Opowiadania



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron